,

W Polsce też wschodzi słońce, również kwitną wiśnie

W Polsce też wschodzi słońce, również kwitną wiśnie.

Japonia – odległy kraj, poetycko nazywany krajem Kwitnącej Wiśni lub Wschodzącego Słońca. Stolice Warszawę – Tokio dzieli odległość 8656 km. Na pokonanie tej drogi odrzutowym samolotem trzeba przynajmniej 12 godzin. Kraj odległy, ale też bardzo odmienny rasą, kulturą, religią i dziwnym dla nas językiem. A jednak coś łączy Japonię z Polską. Mamy identyczne kolory narodowe: biel i amarant. Czerwony krąg na białym tle nawiązuje do tego samego słońca, które każdego dnia wpierw Japonię, a następnie Polskę oświeca i ogrzewa. Przypadek też zdarzył, o którym mało kto wie, że w tym samym dniu, trzeciego maja, świętujemy rocznicę ogłoszenia narodowej konstytucji.

W Polsce Japonię znamy przede wszystkim z firmy Sony, Samsung, Honda, Kawasaki, Mazda, Suzuki… Geograficznie Japonia nam się kojarzy z górą Fujiyama, historycznie z Hirosimą lub Nagasaki, kulturowo z Kurosawą, z filmami „Tora, Tora, Tora” i „Most na rzece Kwaj”, a reszta to już tylko folklor z samurajem, kimonem i teatrem Kabuki. Japończycy znają Polskę przede wszystkim z muzyki Fryderyka Chopina. Podobno są najlepsi w wykonaniu jego mazurków. Wydaje się też, że Polska jest dla nich krajem turystycznie atrakcyjnym.

Relacje Japonia – Polska wymienił, pogłębił i zanalizował pisarz japoński Nagao Hyodo w książce „Mosty przyjaźni – Polska dusza i japońskie serce”, wydanej w Płocku w 2007 roku. Książka ukazała się w roku, w którym uroczyście obchodzono 50-tą rocznicę wznowienia stosunków dyplomatycznych między Polską i Japonią. Po dziesięciu latach warto przypomnieć tę datę i świętować jej 60 – lecie. Autor książki jako ambasador w Polsce z zaciekawieniem i sympatią poznawał polskie sprawy i Polaków, wśród nich o. Maksymiliana Kolbego, franciszkanina, męczennika w obozie zagłady w Auschwitz, ogłoszonego świętym w 1982 przez Ojca Świętego Jana Pawła II. O. Maksymilian dokonał w ubiegłym stuleciu widocznego zbliżenia Polski do Japonii. W roku 1930 z kilkoma dobranymi współbraćmi „wyruszył na podbój świata dla Jezusa Chrystusa przez Niepokalaną, Jego Matkę Maryję”. Konkretnie chodziło o założenie drugiego Niepokalanowa na wzór polskiego i wydawanie „Rycerza Niepokalanej” w języku japońskim. Wyruszyli 26 lutego 1930 roku. Wnet po ich wyjeździe przełożony Niepokalanowa o. Alfons Kolbe, brat o. Maksymiliana, napisał w liście do znajomego księdza: „Nasz o. Maksymilian obecnie jedzie wraz z braćmi z Wydawnictwa do Japonii, by tam wydawać „Rycerza Niepokalanej” w miejscowym języku. Zawziął się, by cały świat doprowadzić do stóp Niepokalanej… Nie wiadomo, co z tego przedsięwzięcia wyniknie i nieraz obawa nas przejmuje, ale ostatecznie ufać trzeba… Brody pozapuszczali, słowniki japońskie pobrali, ale ponieważ nie znają języka miejscowego, tedy jeden Bóg raczy wiedzieć, jak się to skończy.”

Skończyło się dobrze, bardzo dobrze.

Po 35 dniach podróży okrętem przycumowali w porcie Nagasaki. Był czwartek 24 kwietnia 1930 roku. Cała ekipa składała się z trzech osób: o. Maksymilian, lat 36, kierownik grupy, br. Hilary Łysakowski, lat 24, i br. Zeno Żebrowski, lat 32. Tworzyli zgrany tryptyk: w centrum o. Maksymilian, a bracia, to dwa boczne skrzydła tryptyku. Zeno w roli ewangelicznej Marty, bo miał „złote rączki”, i br. Hilary w roli Marii, ascetyczny, z pogodnym obliczem. Sam jego wygląd budził pobożne tęsknoty. Mieli z sobą skromny bagaż. Zmieścił się na jednej rykszy. Mieli sumę pieniędzy, która wystarczyłaby tylko dla jednego z nich na powrót do ojczyzny, gdyby misja się nie powiodła. Ale jeszcze mieli ze sobą bezgraniczną ufność w pomocy Matki Bożej Niepokalanej, a za sobą potężną siłę modlących się współbraci w Niepokalanowie.

Od tamtych wydarzeń minęło 85 lat, bogatych w tajemnice radosne, świetlane, bolesne i chwalebne – jak w życiu Matki Bożej i jej rycerzy. Pierwszą radość zwiastował sam o. Maksymilian w liście do o. Prowincjała: „Ja z dwoma braćmi jesteśmy od wczoraj w Nagasaki. Przed katedrą figura Niepokalanej… Jest duża nadzieja, że biskup pozwoli nam tu pozostać… Tutaj okolica bardzo piękna: góry, zieleń, morze. Wszyscy zdrowi. Cześć Niepokalanej.” Za tą informacją popłynęły następne, również radosne. Po szesnastu dniach pobytu napisał do o. generała zakonu w Rzymie: „Dzięki Niepokalanej „Rycerz” w języku japońskim jest już drukowany, na razie 10 tysięcy egzemplarzy. Wczoraj kupiłem maszynę drukarską średniej wielkości i 145 tysięcy znaków japońskich. Niech żyje Niepokalana!” Czasopismo po japońsku miało tytuł „Seibo no Kishi”. W rok potem, 16 maja 1931, zakonnicy z wynajętych pomieszczeń przenieśli się do nowo zbudowanego Niepokalanowa, w dzielnicy Nagasaki zwanej Hongochi, na zboczy góry Hikosan. Nadali mu nazwę „Mugenzai no Sono”, to znaczy „Ogród Niepokalanej”.

Zdawało się, że radości nie będzie końca. Z Polski szła pomoc finansowa, przybywali nowi misjonarze, wzrastał nakład „Rycerza”, wznoszono nowe budynki, wzbogacał się park maszynowy, a kronikarz klasztorny zapisał pod datą 11 grudnia 1930 roku: ”O. Maksymilian przyjął do zakonu pierwszego Japończyka – brata Sato Shigeo.” I tak toczyła się historia japońskiego Niepokalanowa, najpierw pod okiem o. Maksymiliana, a następnie o. Kornela Czupryka, o. Samuela Rosenbaigera, o. Mirosława Mirochny i następnie już pod wodzą Japończyków. Malała liczba Polaków, zwiększała się liczba Japończyków. Zakładano nowe klasztory, rozszerzano zakres zadań: już nie tylko wydawnictwo, ale praca duszpasterska w parafiach, wychowawcza w sierocińcach i szkołach, charytatywna wśród poszkodowanych wybuchem bomby atomowej.

bzz2

W tej pracy okazał się człowiekiem charyzmatycznym br. Zeno Żebrowski, dziś z tej racji bardziej znany w Japonii niż w Polsce. Japońscy franciszkanie zdobywali więc status samodzielności, najpierw w formie komisariatu (1940), a następnie w strukturach zakonnej prowincji (1969). Mimo kataklizmów, trzęsień ziemi, wojny i wybuchu bomby atomowej dziedzictwo o. Maksymiliana przetrwało i nadal się rozwija. Owszem, zyskuje coraz większe uznanie japońskiego społeczeństwa. Nie ginie też pamięć o ojcu Maksymilianie. Przebywał w Japonii relatywnie krótko, w sumie 5 lat i 9 miesięcy, ale ślad jego życia i pracy nie został zapomniany w sensie ideowym, jak i materialnym. Po beatyfikacji i kanonizacji doczekał wielu pomników i wystaw. W „Mugensai no Sono” znajduje się stałe Muzeum św. Maksymiliana. Wydano wiele książek i albumów o jego życiu, działalności i męczeńskiej śmierci w Auschwitz, w różnych miejscach są umieszczone jego obrazy i tablice pamiątkowe, zdobią kościoły, szkoły i place. Niektóre pomniki są wykonane rękami polskich artystów, jak na przykład pomnik w Higashi – Nagasaki, identyczny z pomnikiem ustawionym przed bazyliką w Niepokalanowie, jest dziełem Polki, Krystyny Fołdygi – Solskiej. Można spotkać obrazy Jana Molgi, a wiosną 2015 roku na Uniwersytecie Waseda w Tokio otwarto wystawę „Szkice węglem z Auschwitz” polskiego artysty Mieczysława Kościelniaka, rysowane z narażeniem życia w obozie koncentracyjnym. Wśród nich są szkice z o. Maksymilianem, z którym artysta dzielił losy więźnia.

Oprócz przytoczonych przykładów czci i szacunku Japończyków dla osoby o. Maksymiliana podkreślę jeszcze dwa fakty z dziedziny kinematografii. Chodzi o filmy nakręcone i wyprodukowane w Japonii. Jeden o życiu św. Maksymiliana Marii Kolbego, drugi o jego współpracowniku, wyżej wspomnianym Bracie Zenonie Żebrowskim. Film o Ojcu Maksymilianie nosi tytuł „Kolbe shinpu no shougai. Ausyn bittu ai no kieski”, co znaczy „Życie o. Kolbego. Cud miłości w Auschwitz.” Autorem scenariusza i reżyserem filmu jest prof. Chiba Shigeki, producentem zaś firma Modern Film Society pod kierunkiem Takacchima Hirimoto. W produkcji filmu uczestniczyli Ojcowie Franciszkanie z Prowincji Zakonnej w Japonii, jak też Siostry Zgromadzenia św. Pawła. Na Festiwalu Filmów Czerwonego Krzyża w roku 1982 film ten otrzymał pierwszą nagrodę. W japońskiej prasie ukazały się bardzo pochlebne recenzje tego filmu. Został rozpowszechniony na płytach DVD. Zareklamował go wysoce artystyczny plakat. Ciekawa jest kompozycja tego filmu: oryginalne, trafne i udane połączenie sekwencji z dokumentem, reportażem i fabułą. Autor scenariusza wydobył z archiwum unikalne fotosy i relacje, pogłębił i unowocześnił rozmowami z osobami, które osobiście znały o. Maksymiliana, jak np. z o. Shiro Iwanga, wiekowy już kapłan z kościoła w Sasoko. Wspomina on czasy, kiedy w seminarium słuchał wykładów o. Maksymiliana. „Był bardzo pogodny i czerpał wiele radości z nauczania – wspomina o. Shiro. – Uczył po łacinie. To było dla nas kleryków bardzo trudne. Tak go pamiętam”.

Pokaźna część filmu traktuje o pobycie o. Maksymiliana w Japonii, i ta dla Polaków jest mniej znana. Sekwencje z Polski przekazują tylko istotne wątki, jak np. wypowiedzi Franciszka Gajowniczka, za którego o. Maksymilian poszedł do bunkra na śmierć głodową. Film kolorowy, trwa 95 minut, został nakręcony jako zwiastun kanonizacji św. Maksymiliana (1981). Główną rolę, to jest o. Maksymiliana, gra Tsukayama Masatane.

Drugi film, również ciekawy, tyczy bliskiego współpracownika o. Maksymiliana w Japonii. Jest to kolorowa kreskówka z roku 1999 pod tytułem „Brat Zeno – bezgraniczna miłość”. Film wyprodukowała Fundacja Fuji pod dyrekcją Shizuki Edami. Przesłanie filmu jest skierowane do wszystkich ludzi, aby poznali miłosierdzie Brata Zenona i go naśladowali. Po zniszczeniach dokonanych wybuchem bomby atomowej 9 sierpnia 1945 roku zajął się poszkodowanymi, poparzonymi, osieroconymi. W swoich pomysłach, działaniach i poświęceniach był niezastąpiony. Film ma cechy wysokiego artyzmu, przekazuje humanistyczne i chrześcijańskie wartości, trwa 75 minut, może służyć jako pomoc w katechizacji. Oba filmy przybliżają widzom św. Maksymiliana i Brata Zenona w folklorze japońskim, podają nowe fakty z ich misyjnej działalności. Mogą być w Polsce atrakcyjną nowością w kinematografii i świetną promocją relacji japońsko – polskich. Czy jest nadzieja, aby przekaz filmowy o św. Maksymilianie i Bracie Zenonie mogli oglądać Polacy? Mamy zielone światełko ze strony producentów filmu. Mamy zapalonych wolontariuszy, którzy są gotowi zająć się transferem. Ale skąd wziąć fundusze na zapłacenie honorarium za tłumaczenie dialogów, na techniczne wykonanie kaset czy płytek CD, na ich promocję? To nie są pytania retoryczne. Zainteresowani transferem filmu do Polski oczekują odpowiedzi.

o. Roman Aleksander Soczewka

franciszkanin z Niepokalanowa

Patriota do końca – o. Julian Mirochna (1903-1943)

Nieprzejednana bohaterska postawa o. Julian Mirochny pozostała w pamięci wielu ludzi. Był działaczem konspiracyjnym podczas II wojny światowej i nie cofnął się przed żadnymi prześladowaniami i szykanami. Jego postać pełna patriotyzmu i odwagi przemawia do współczesnych z jeszcze większą siła i przekonywaniem.

Read more

Cichy bohater – o. Tadeusz Firmowski (1920-1949)

Po zakończeniu II wojny światowej kilkudziesięciu naszych współbraci rozpoczęło pracę na Ziemiach Odzyskanych. Wsławili się oni tam gorliwą pracą duszpasterską. Jednak w pamięci wielu o. Tadeusz Firmowski będzie zapamiętany z innego powodu. Jako młody kapłan chcąc uratować tonącego w Wiśle chłopca sam wraz z nim zginął. Dnia 27 lipca 1949 roku w Korzeniewie doszło do […]

Patriota do końca – o. Hilary Pracz-Praczyński (1900-1970)

Do grona osób zaangażowanych w działalność patriotyczną należał o. Hilary Pracz-Praczyński. Współbracia z naszej prowincji uczestniczyli w działalności patriotycznej w czasie II wojny światowej. Trudno jest do końca udokumentować dzieje tych działań, gdyż objęte one były zasadami konspiracyjnymi.

O. Hilary Pracz urodził się 8 lipca 1900 roku w Trzebieni koło Magnuszewa. Rodzicami jego byli Jan Pracz i Maria Paciorek. W okresie powojennym posługiwał się dwuczłonowym nazwiskiem Pracz-Praczyński. Na chrzcie otrzymał imię Bolesław. Ojciec jego był koniuszym w majątku hrabiego Zamojskiego. Dzięki tej protekcji i pomocy finansowej uczęszczał do gimnazjum w Sandomierzu, a potem w Warszawie. Dalsze wykształcenie odebrał we Lwowie, gdzie kontynuował naukę w gimnazjum przebywając w internacie franciszkańskim. Dnia 27 października 1919 roku wstąpił do Zakonu OO. Franciszkanów rozpoczynając nowicjat. Podczas obłóczyn otrzymał imię Hilary. Po pierwszych ślubach zakonnych 28 października 1920 roku kontynuował naukę w gimnazjum we Lwowie. Po zakończeniu szkoły średniej rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Krakowie. Wyświęcony został na kapłana 11 marca 1928 roku w Krakowie. Po święceniach kapłańskich pracował w Sanoku (1929-33), Gnieźnie (1933-34), Horyńcu (1934-38) i Wilnie (1938-39). W kwietniu 1939 roku został wyznaczany na gwardiana klasztoru w Iwieńcu, gdzie był jednocześnie proboszczem parafii przekazanej zakonowi.

Po wybuchu II wojny światowej pozostał w Iwieńcu. W tym okresie praca duszpasterska była szczególnie trudna i niebezpieczna. Tereny te w 60% zamieszkiwali Polacy mocno osadzeni w tradycjach patriotycznych. Po bolszewickiej agresji we wrześniu 1939 roku, a następnie pod okupacją niemiecką nieustannie trwali w walce o przetrwanie.

W początkach 1943 roku powstaje na tym terenie oddział partyzancki, który był zaczątkiem Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK, podejmującego walkę z niemieckim okupantem. W dniu 19 czerwca 1943 roku 50-osobowy oddział AK zaatakował miasteczko Iwieniec, rozbijając niemieckie umocnienia, koszary niemieckiej kompanii lotniczej, posterunek białoruskiej policji i radiostację.

Cztery dni później, przybyłe z Mińska Litewskiego oddziały niemieckie i białoruskiej SD wzięły na mieszkańcach srogi odwet, mordując ok. 150 osób, a jeszcze więcej wywożąc na roboty do Niemiec. Represje dotknęły także miejscowy klasztor franciszkanów, który został przejęty przez Niemców. O. Hilary został ostrzeżony w porę i ukrywał się pod Wołmą przed Niemcami, jak i przed sowiecką partyzantką. Realizowała ona bowiem w tym czasie już wydany w Moskwie rozkaz likwidacji polskich oddziałów partyzanckich.

Odkryty przypadkowo przez chorążego Zdzisława Nurkiewicza pseudonim „Noc”, przystał do oddziału porucznika „Góry”, zostając jego kapelanem i przyjmując pseudonim „Gwardian”. Od tej chwili regularnie wypełniał swe obowiązki partyzanckiego kapelana, a także służył ludności w okolicznych wsiach. Jedna z mszy św. na rozpoczęcie 1944 roku omal nie skończyła się tragedią, gdy odział zgromadzony w kościele we wsi Starzynki został zaskoczony podstępną napaścią sowieckiej partyzantki. Na szczęście posterunki ubezpieczenia w porę otworzyły ogień, a oddziały wydostawszy się z kościoła, skutecznie pogoniły Sowietów.

Kilkudziesięcioosobowemu oddziałowi porucznika „Góry” udało się wymknąć sowieckiej partyzantce i utrzymać w Puszczy Nalibockiej mimo, że musieli walczyć z dwoma wrogami. Oddział ten był jedyną ochroną miejscowej ludności przed grabieżą i mordami, jakich dopuszczali się okupanci, sowiecka partyzantka i różne luźne bandy.

Gdy w czerwcu 1944 roku zbliżył się front, podjęto decyzję o wymarszu w kierunku Warszawy. Pokonując tereny zajęte przez Niemców, oddział w sile ok. 900 żołnierzy dotarł 24 lipca 1944 roku do Dziekanowa Polskiego, a dwa dni później przeszedł do Puszczy Kampinoskiej, stając się trzonem Grupy Kampinos – „Pułku Palmiry-Młociny”. Od tej chwili wsie Krogulec i Kiścienne stały się głównym terenem posługi kapelana o. Hilarego wśród „Doliniaków” i miejscowej ludności w sąsiednich Wierszach.

O. Hilary był zawsze ze „swoimi” żołnierzami, również z tymi na wysuniętych placówkach, spełniając nie tylko swe posługi kapłańskie, ale nierzadko bywał w ogniu walk, jako prosty żołnierz. Dnia 27 września 1944 roku zostały zbombardowane wioski stanowiące bazę oddziałów partyzanckich, a siły niemieckie pod dowództwem gen. Bernhardta rozpoczęły realizację akcji „Spadająca Gwiazda” mającej na celu oczyszczenie Puszczy z partyzantów.

W tej sytuacji zarządzono wymarsz oddziałów w kierunku Puszczy Świętokrzyskiej. Długa kolumna, licząca ok. 2000 partyzantów oraz ok. 300 wozów wyruszyła w nocy przez błota „Pożary” na Korfowe i dalej na Jaktorów, gdzie stoczono ostatnią walkę, a Grupa Kampinos przestała istnieć. Resztki oddziałów przedzierały się w kilku kierunkach i według relacji o. Hilarego były to jego najgorsze chwile, jakie przeżył w czasie okupacji.

Po rozbiciu oddziału i wielu trudach, pod koniec 1944 roku dotarł do klasztoru franciszkanów w Radomsku, gdzie zastał go koniec okupacji niemieckiej. Stąd skierowany został do miejscowości Zbrachów w diecezji włocławskiej, a 14 kwietnia 1945 roku prowincjał wysłał o. Hilarego do Torunia celem odzyskania utraconego po reformacji pofranciszkańskiego kościoła Najświętszej Panny Marii. Gdy starania te nie dały rezultatu, został skierowany na północ i jako przełożony misji franciszkańskiej obsadził swymi współbraćmi m.in. Gardeję, Iławę, Kwidzyn, Elbląg, Morąg, Prabuty, Susz oraz Nowy Dwór Gdański w diecezji warmińskiej. W dniu 9 lipca 1945 roku o. Praczyński objął administrację wszystkich kościołów w Elblągu, przejął w posiadanie kościół św. Pawła i św. Mikołaja, a w listopadzie kościół św. Wojciecha, zostając proboszczem tejże parafii. Dnia 22 października 1950 roku o. Hilary wyjechał do Warszawy, aby udzielić ślubu swojej siostrzenicy i tam został aresztowany pod zarzutem siania wrogiej propagandy.

Po sfingowanym procesie został skazany na trzy lata więzienia. Dnia 5 lutego 1953 roku wrócił ponownie do Elbląga. Jednak dnia 12 grudnia 1956 roku opuścił to miasto przenosząc się do klasztoru w Łagiewnikach. Przebywał tam pracując duszpastersko w latach 1956-1967. Kolejnym miejscem pracy duszpasterskiej jest klasztor w Nieszawie, gdzie po ciężkiej chorobie zmarł dnia 5 lutego 1970 roku. Pochowany został zgodnie z życzeniem na cmentarzu bródnowskim w Warszawie w mogile swej matki.

Przez całe życie o. Hilary tak jak potrafił starał się być dyspozycyjny dla Kościoła i Ojczyzny. Jako kapłan i zakonnik służył na różnych odcinkach pracy duszpasterskiej. Gdy jednak przyszedł czas walki o wolność Ojczyzny nie zawahał się również tam zaangażować swych sił i narażać swoje życie. Poniósł za to srogą karę spędzając trzy lata w więzieniu skazany przez zbrodniczy system. Postać o. Hilarego Pracz-Praczyńskiego powinna pozostać w świadomości naszych współbracia jako ofiarnego kapłana i patrioty.

Rafał Kwiatkowski OFMConv

Na ołtarzu Ojczyzny – nasi skarżyscy współbracia

Śmierć naszych współbraci dnia 14 lutego 1940 roku w Skarżysku-Kamiennej pozostanie bezsprzecznie jedną z najpięknych kart historii naszej Prowincji. Patriotyczna postawa naszych współbraci i włączenie się w działalność niepodległościową po dziś dzień pozostała w świadomości mieszkańców tego miasta. Klasztor franciszkański już zaledwie kilka lat po swoim założeniu złożył wielką ofiarę na ołtarzu Ojczyzny z życia młodych franciszkanów.

Z chwilą napaści dnia 1 września 1939 roku na Polskę przez Niemcy tworzyły się różnorodne organizacje opozycyjne. Miały one na celu podtrzymanie w narodzie polskim ducha patriotycznego. W budowanie tych struktur mocno było zaangażowane duchowieństwo, które często przejmowało różne kwestie organizacyjne. Wkrótce po zakończeniu kampanii wrześniowej w Skarżysku-Kamiennej zaczęły się tworzyć pierwsze zręby konspiracji niepodległościowej. Już w październiku 1939 roku powstało tam ogniwo Tajnej Organizacji Wojskowej „Związek Orła Białego”. W jego szeregach znaleźli się przedstawiciele rozmaitych środowisk społecznych i zawodowych tacy jak zawodowi wojskowi, urzędnicy, kolejarze, pracownicy miejscowej fabryki amunicji, harcerze i harcerki. W działalność podziemną zaangażowali się franciszkanie z miejscowego klasztoru, którzy ukrywali broń na terenie swojego klasztoru. W jej zarząd i funkcjonowanie mocno włączyli się miejscowi franciszkanie.

Gwardian klasztoru o. Teodor Filip był skarbnikiem tej organizacji. Na terenie klasztoru zaś przechowywano broń, zakazana radiostacja i pieniądze. Celem działalności była pomoc żołnierzom polskim, organizowanie pomocy materialnej ludności cywilnej i kierowanie zbiórkami amunicji i przeciwdziałanie niemieckim zarządzeniom. Po kilku miesiącach Niemcy odkryli działalność „Związku Orła Białego”. Dnia 29 stycznia 1940 roku aresztowano o. Teodora Filipa, gwardiana skarżyskiego klasztoru. Zaś 30 stycznia 1940 roku pozostałych ojców przebywających w klasztorze o. Alojzego Śmigla i o. Anatola Gałuchę z klasztoru w Gdyni. Jednemu z nich o. Mariuszowi Prądnickiemu udało się uniknąć aresztowania, gdyż w tym czasie nie było go w klasztorze. Po kilku godzinach przesłuchań obaj ojcowie tego dnia zostali zwolnieni. Jednak już następnego dnia ponownie ich aresztowano. Dnia 6 lutego 1940 roku zostali aresztowani bracia zakonni przebywający w klasztorze: br. Kazimierz Gałek, br. Łukasz Neugebauer, br. Jan Stawarz i br. Hugolin Grodzki z klasztoru w Niepokalanów. Kilka dni później br. Jan Stawarz został zmuszony przez Niemców do wskazania ukrywanej broni na terenie klasztoru. Gwardian klasztoru o. Teodor Filip, ojcowie i bracia po wielodniowych przesłuchaniach zostali stawieni przed sądem wojennym i skazani na śmierć. Zginęli 14 lutego 1940 roku wraz z grupą 350 mieszkańców Skarżyska-Kamiennej w lesie niedaleko miasta.

Jedną z pierwszych opozycyjnych komórek „Związku Orła Białego” na terenie naszego kraju stworzono w Skarżysku-Kamiennej. Ta tajna organizacja łączyła ludność całego miasta w walce konspiracyjnej z najeźdźcą. W Skarżysku-Kamiennej największa akcja represyjna przeciwko temu stowarzyszeniu miała jednak miejsce w pierwszych miesiącach 1940 roku. Między 29 stycznia a 10 lutego 1940 roku Niemcy aresztowali w tym mieście około 420 osób. Reprezentowali oni rozmaite środowiska społeczne i polityczne. Po ciężkim śledztwie blisko 360 aresztowanych rozstrzelano w podmiejskim lesie Bór w dniach od 12 do 14 lutego 1940 roku. Pretekstem do przeprowadzenia akcji eksterminacyjnej było rozbicie miejscowych struktur „Związku Orła Białego”. Prawdopodobnie jej rzeczywistym celem była likwidacja polskiej elity społecznej i intelektualnej w Skarżysku-Kamiennej

Działalność skarżyskich franciszkanów i całej organizacji „Związku Orła Białego” wpisana została na trwałe w świadomość miejscowej ludności. Przy okazji różnych rocznic jest ona wspominana dla uczczenia pamięci ofiar terroru hitlerowskiego na terenie miasta Skarżysko-Kamienna. Ich bohaterska pamięć pozostała w pamięć mieszkańców całej okolicy.  Jest to też wielka chluba naszej Prowincji. Nasi współbracia są godni tego, aby o nich i ich życiu wiedziano jak najwięcej. Życie ich zostało położone na ołtarzu Ojczyzny.

Untitled-2Rafał Kwiatkowski OFMConv

,

O. Błażej Justvan (1887 – 1920)

W tym roku przypada 96 rocznica męczeńskiej śmierci o. Błażeja Justvana, gwardiana grodzieńskiego. Ten franciszkanin pomimo bardzo krótkiego pobytu w klasztorze grodzieńskim stał się niejako symbolem czasów prześladowań bolszewickich w okresie wojny polsko-bolszewickiej. Przy wielu okazjach postać tego franciszkanina pojawia się jedynie na krótko, aby zasygnalizować trudny okres w dziejach Kościoła. W kolejną rocznicę jego męczeńskiej śmierci przypatrzmy się nieco na skromny materiał źródłowy na temat tego zakonnika.

W rodzinie Franciszka i Amelii zd. Gruszka zamieszkałych w Bukowinie w Serecie, w cesarstwie Austro-węgierskim dnia 22 sierpnia 1887 r. przyszedł na świat młodzieniec. Na chrzcie św. otrzymał dwa imiona: Ferdynand-Tymoteusz. Jego ojciec Franciszek był Węgrem, a matka Amelia była Polką. Ferdynand był miłym dzieckiem, nie sprawiającym rodzicom zbytnich trosk. Uzyskawszy wymagany wiek rozpoczął naukę w szkole powszechnej w Bukowinie. Nauka młodzieńcowi dobrze szła, następnie przeszedł do gimnazjum, które również ukończył bez przeszkód. Jako obywatel cesarstwa Austro – węgierskiego Ferdynand posługiwał się językiem niemieckim, w domu od matki nauczył się słabo rozmawiać w języku polski. Języka rodzinnego swego ojca – węgierskiego nie znał.

Idąc za głosem powołania zakonnego mając 18 lat wstąpił do zakonu franciszkańskiego we Lwowie. Tam po kilkutygodniowej aspiranturze 17 listopada 1904 r. rozpoczyna nowicjat otrzymując imię zakonne Błażej. Br. Błażej na klerykacie starał się być dobrym dla innych. W seminarium był nazywany Dulcissimi Najsłodszy ze względu na swój sposób podejścia do życia w sposób roztropny i przepojony słodyczą serca. Br. Błażej dążył do doskonałości zakonnej i cieszył się z postępu bliźnich w cnotach.

Do kapłaństwa przygotował się solidnie odbył studia w Kolegium Serafickim w Krakowie z wynikiem bardzo dobrym. Świecenia kapłańskie otrzymał 29 września 1911 r.

Na kapitule prowincjalnej w 1914 r. zostaje wybrany na magistra nowicjuszów – kleryków do Krakowa, którego to obowiązku nie objął ze względu na wybuch I wojny światowej. O. Błażej został powołany na kapelana przy wojsku austriackim. Na wojnie nie zapominał o obowiązkach zakonnych. Po zakończeniu wojny, po czterech latach kapelaństwa wojskowego został wybrany w 1919 r. na gwardiana do Warszawy. Nie długo jednak przebywał w Warszawie. W Grodnie obrano wtedy gwardianem o. Melchiora Fordona, jednak na sprawę przejęcia klasztoru w Wilnie został on tam przeniesiony również na gwardiana.

W 1920 r. na kongregacji czyli definitorium prowincjalnym o. Błażej został wybrany gwardianem konwentu w Grodnie. O. Błażej objął urząd w Grodnie w czerwcu 1920 r.

Zaraz po przybyciu do klasztoru grodzieńskiego oddał się pracy duszpasterskiej. W Księdze chorych pod datą 14 lipca 1920 r. jest zapis o odwiedzinach przez o. Błażeja w miejscowości Gnojnica dwóch osób chorych z posługą spowiedzi, namaszczenia chorych i Komunii św. Emilii Marmol i Katarzyny Pawłowskiej. Następna adnotacja widnieje pod datą 19 sierpnia 1920 r. udzielenie takiej samej posługi duszpasterskiej dla chorego Antoniego Filipowicza we wsi Soły. Po dacie 24 sierpnia 1920 r. widnieje napis w tej księdze: Z powodu prześladowań bolszewickich dalsze prowadzenie Książki chorych było nie możliwe. O. Korneliusz franciszkanin. Wznowiono prowadzenie powyższej księgi od 4 stycznia 1921 r.[1]

Nieco więcej informacji można znaleźć w tzw. Księdze prokuratorskiej prowadzonej przez ekonoma klasztoru, którym w tym czasie był o. Korneli Czupryk, późniejszy misjonarz w Japonii i prowincjał. Zapisał on wtedy następujące słowa w prowadzonej przez siebie księdze: Z powodu zbliżania się bolszewików do Grodna oddałem książkę i kasę prokuratorską o. gwardianowi ks. Błażejowi Justvanowi, dnia 13-VII-1920 r. – o. Korneliusz. Dnia 19-VII o godz. 3 po poł. zajęli bolszewicy Grodno.

Podczas okupacji Grodna przez bolszewików, prowadzenie rachunków, za miesiąc sierpień i wrzesień było niemożliwe.

Dnia 23 sierpnia rozpoczął się gwałtowny, pełny paniki, odwrót hord bolszewickich przez Grodno.

Dnia 30 sierpnia w godz. 1.00 w nocy Czerezwyczajka bol. z 15 żołnierzami napadła na klasztor; o. gwardiana ks. Błażeja Justvana aresztowali i znęcając się w nieludzki sposób wywiozła do Lidy, a następnie w głąb Rosji; a zaś o. Korneliusz Czupryk, w przebraniu wiejskim zdołał ujść i tułając się we wsi Sołowieje[2] przez miesiąc w przebraniu pastucha, wrócił dnia 25 września rano, z wojskami polskimi do klasztoru[3].

O losach o. Błażeja nic więcej nie wiadomo, dochodziły jedynie do klasztoru różne sprzeczne informacje, jedne o tym że żyje, przebywa w Samarze, inne że został roztrzelany koło Witebska. W 1923 r. na kapitule prowincjalnej z powodu braku jakich kolwiek nadziei na to że o. Błażej może być przy życiu uchwalono, aby we wszystkich klasztorach były odprawione Msze św. za ś.p. o. Błażeja Justvana[4].

O. Błażej przeżył 33 lata, w tym 16 lat w Zakonie św. Franciszka i 9 lat w kapłaństwie. W tym tak krótkim czasie dał się poznać jako wzorowy zakonnik i gorliwy kapłan.

Te tak bardzo krótkie refleksje przeszłości niech nam posłużą do przypomnienia postaci, która do końca stała na posterunku obrony Kościoła i wiary.

Józef Makarczyk OFMConv.

[1] Archiwum OO. Franciszkanów w Grodnie, dalej AFG, Księga chorych 1920 r. [1920 – 1924], brak numeracji stronic, b. Sygn.

[2] Wieś Sołowieje – istniejąca do dnia dzisiejszego miejscowość na Białorusi przy drodze Grodno – Zareczanka (Balla Kościelna), odległa kilkanaście kilometrów od klasztoru grodzieńskiego.

[3] AFG, Księga prokuratorska, 1919 – 1924, s. 18v-19, b. Sygn.

[4] K o l e g a, Nieco o tych, co przeszli do naszej historii. Ś.P. O. Błażej Justvan, Wiadomości z Prowincji OO. Franciszkanów w Polsce. R. 6: 1936, nr 4(23), s. 84-86.

Jednego serca – wspólnota skarżyskich franciszkanów

Data 14 lutego 1940 roku powinna na stałe zapisać się w świadomości i pamięci naszej Prowincji. Tego dnia w lesie pod miastem Skarżysko-Kamienna został zastrzelony o. Teodor Filip, a wraz z nim dwóch ojców i czterech braci zakonnych. W listopadzie 1936 roku o. Teodor Filip rozpoczął owocną działalność duszpasterską, nadzorując przy tym budowę nowego klasztoru. Od 1938 roku wspólnota zamieszkała w wybudowanym wcześniej budynku. Wspólnota była bardzo młoda i działalność zapowiadała się bardzo pomyślnie.

Wybuch II wojny światowej i wydarzenia z aresztowaniami na przełomie stycznia i lutego 1940 roku pokrzyżowały wszystkie plany. Dnia 14 lutego 1940 roku obok o. Teodora Filipa zginęli o. Alojzy Śmigiel pełniący funkcję prefekta szkolnego i o. Anatol Gałucha przybyły na początku wojny z klasztoru w Gdyni. Z braci zakonnych trzech przynależało „de familia” do skarżyskiego klasztoru, a jeden dołączył do wspólnoty po wybuchu wojny i przybył z klasztoru niepokalanowskiego.

Kapituła prowincjalna z sierpnia 1939 roku dokonała podziału na prowincje, ale po niej nie dokonano zmian personalnych w obu prowincjach. Zatem część zakonników w popłochu uciekała z zagrożonych terenów w bezpieczniejsze miejsca, a część udawała się do swoich rodzinnych stron. Największy klasztor franciszkanów w Niepokalanowie decyzją prowincjała uległ rozproszeniu, aby nie narażać życia zakonników. Klasztor skarżyski uchodził za położony w bezpiecznym miejscu, gdyż znajdował się na terenie Generalnej Guberni. Do skarżyskiego klasztoru przybywali zakonnicy szukający schronienia w zawierusze wojennej.

Ofiarami obok o. Teodora Filipa byli dwaj ojcowie. Do wybuchu wojny w klasztorze przebywał jeszcze o. Daniel Ekiert, który był prefektem w szkole. Po wybuchu wojny opuścił klasztor i udał się w swoje rodzinne strony na Wołyń. Tam ofiarnie pracował w miejscowościach Skurcze i Lewacze ratując wielu prześladowanych od śmierci. Do klasztoru na przełomie października i listopada 1939 roku przybyli o. Anatol Gałucha i o. Mariusz Prądnicki. Obaj włączyli się w działalność duszpasterską i patriotyczną klasztoru. O. Mariusz Prądnicki uniknął aresztowania na przełomie stycznia i lutego 1939 roku. Jednak zginął właśnie w Skarżysku-Kamiennej dnia 16 stycznia 1945 roku podczas bombardowania miasta.

Wraz z o. Teodorem Filipem zginął o. Alojzy Śmigiel. Urodził się on 5 września 1912 roku w Żołyni koło Łańcuta. Do Zakonu OO. Franciszkanów wstąpił 2 września 1929 roku rozpoczynając nowicjat w Łagiewnikach. Śluby czasowe złożył w tymże klasztorze 3 września 1930 roku. Po nowicjacie kontynuował naukę w szkole średniej. Ukończył 6 września 1933 roku Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza we Lwowie. Święcenia kapłańskie przyjął 24 czerwca 1937 roku w Krakowie. Następnie dodatkowo studiował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Otrzymał 30 czerwca 1938 roku tytuł magistra teologii na podstawie pracy na temat: Nauka Św. Bonawentury o zadośćuczynieniu w sakramencie pokuty. Do Skarżyska-Kamiennej przybył 20 sierpnia 1938 roku, gdzie otrzymał nominację na prefekta szkolnego. Formalnie należał do prowincji południowej.

Drugi z ojców zamordowany przez Niemców, który zginął w tym czasie to o. Anatol Gałucha. Do w skarżyskiego klasztoru przybył z Gdyni uciekając stamtąd przed prześladowaniami okupanta niemieckiego. Urodził się on 29 kwietnia 1911 roku we wsi Mientów koło Wieliczki. Na chrzcie otrzymał imię Antoni. Do Zakonu OO. Franciszkanów wstąpił 14 września 1927 roku rozpoczynając nowicjat w Łagiewnikach. Śluby czasowe złożył w tymże klasztorze 15 września 1928 roku. Święcenia kapłańskie przyjął 5 czerwca 1937 roku w Krakowie. Po święceniach został skierowany do Gdyni. W chwili podziału prowincji sam zgłosił swój akces do prowincji północnej. Dnia 14 września 1939 roku został aresztowany przez Niemców. Jednak po krótkim czasie został zwolniony. Po tym wydarzeniu o. Anatol Gałucha uciekł do Generalnej Guberni i zatrzymał się w Krakowie. W późniejszym czasie udał się do klasztoru w Skarżysku-Kamiennej, gdzie powierzono mu funkcję ekonoma.

Kolejnymi ofiarami byli bracia zakonni przebywający we wspólnocie skarżyskiej. Trzech z nich przebywało „de familia” w miejscowej wspólnocie pełniąc funkcję jeden kucharza, a dwóch z nich było stolarzami. Do nich dołączył jeszcze jeden brat zakonny z Niepokalanowa, który znalazł tu schronienie w zawierusze wojennej.

Najmłodszym z nich był br. Kazimierz Gałek. Urodził się on 15 czerwca 1915 roku we wsi Ruda-Rysie koło Brzeska. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Był najstarszym z dziesięciorga rodzeństwa. W wieku 17 lat chciał wstąpić do klasztoru, ale planom tym sprzeciwili się rodzice. Posiadał wyuczony zawód szewca. Do Zakonu OO. Franciszkanów wstąpił 14 kwietnia 1936 roku. Śluby czasowe złożył 2 lutego 1938 roku. W klasztorze skarżyskim pełnił funkcję kucharza. Formalnie należał po podziale do prowincji południowej.

Następny z braci zakonnych zamordowany przez Niemców to br. Łukasz Neugebauer. Urodził się on we wsi 23 października 1913 roku w Ostrorogu koło Szamotuł. Na chrzcie otrzymał imię Feliks. Do Zakonu OO. Franciszkanów wstąpił 8 grudnia 1934 roku. Śluby czasowe złożył 2 sierpnia 1936 roku. W klasztorze skarżyskim pełnił funkcję stolarza.  Został przypisany podczas podziału prowincji do prowincji północnej.

Kolejną ofiarą zbrodni hitlerowskiej był br. Jan Stawarz. Urodził się on 4 listopada 1913 roku we wsi Łąkta Dolna koło Bochni. Na chrzcie otrzymał imię Zygmunt. Do Zakonu OO. Franciszkanów wstąpił 2 czerwca 1936 roku. Śluby czasowe złożył 2 lutego 1936 roku. Śluby wieczyste złożył 5 lutego 1939 roku. W klasztorze skarżyskim pełnił funkcję stolarza. Formalnie po podziale należał do prowincji południowej.

Ostatni z zamordowanych braci zakonnych został przyjęty do wspólnoty z klasztoru w Niepokalanowie. Br. Hugolin Grodzki urodził się 29 kwietnia 1905 roku we wsi Kobyli-Pieniążki koło Łomży. Na chrzcie otrzymał imię Andrzej. Do Zakonu OO. Franciszkanów wstąpił 4 czerwca 1933 roku. Śluby czasowe złożył 6 stycznia 1935 roku. Formalnie jak wszyscy bracia zakonni z klasztoru w Niepokalanowie należał do prowincji północnej. W klasztorze niepokalanowskim przed wydarzeniami wojennymi był stolarzem. Przybył do skarżyskiego klasztoru na początku II wojny światowej.

Wspólnota skarżyska była bardzo młoda obok gwardiana zginęli dwaj młodzi ojcowie oraz czterej bracia, z których część była jeszcze po ślubach czasowych. Nasi współbracia pochodzili zarówno z północnej, jaki i południowej prowincji. Nie zdążono, bowiem dokonać zmian i przesunięć personalnych. Ich ofiara powinna pozostać niezapomniana i na zawsze wpisać się w naszą świadomość. Niech ich życie i ofiara nie pójdzie w zapomnienie, ale motywuje nas do wszelkich działań i służby Bogu i Ojczyźnie.

Rafał Kwiatkowski OFMConv

Patriota i męczennik Ojczyzny – o. Teodor Filip (1909-1940)

Dzień 14 lutego 1940 roku na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców miasta Skarżysko-Kamienna. W tym dniu zamordowano grupę około 360 osobową działaczy niepodległościowych, harcerzy i mieszkańców tego miasta zaangażowanych w działalność patriotyczną. W tej grupie znaleźli się o. Teodor Filip wraz z sześcioma współbraćmi zakonnymi z miejscowego klasztoru. Pełnił on funkcję gwardiana klasztoru w Skarżysku-Kamiennej, ale przede wszystkim był on prawdziwym patriotą, cechującym się bezkompromisową postawą. Jego praca duszpasterska i zaangażowanie patriotyczne, a przede wszystkim śmierć za Ojczyznę przynosi nam wielką chlubę.

O. Teodor Filip urodził się 8 stycznia 1909 roku w Rogóżnie. Rodzicami jego byli Józef Filip i Agata z domu Gwóźdź. Na chrzcie otrzymał imię Ignacy. Został ochrzczony w kościele parafialnym w Kosinie. Naukę w szkole powszechnej rozpoczął w Rogóżnie, a następnie kontynuował ją w Kosinie i Łańcucie. W 1922 roku umierają jego rodzice osieracając go i jego siostrę Bronisławę. Państwo Wiechowie otaczają opieką osierocone rodzeństwo. Postanawiają też by zdolne rodzeństwo kształciło się dalej.

Następnie Ignacy Filip, aby mógł się dalej kształcić przeprowadza się do Łańcuta, gdzie uczy się w Gimnazjum Państwowym. Jako młody chłopiec w 1924 roku wstępuje do Małego Seminarium oo. Franciszkanów we Lwowie, gdzie kształci się w zakresie szkoły średniej. Do Zakonu OO. Franciszkanów wstępuje 7 września 1926 roku rozpoczynając nowicjat w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla. Ignacy przy tej uroczystości przyjmuje imię zakonne Teodor. W międzyczasie cały nowicjat został przeniesiony do klasztoru Łagiewnikach. Tam też dnia 8 września 1927 roku złożył pierwsze śluby zakonne. Następnie wraca do Lwowa, aby kontynuować naukę w zakresie szkoły średniej i studia filozoficzne. W czerwcu 1931 roku zdaje maturę w II-gim Państwowym Gimnazjum imienia Karola Szajnochy we Lwowie. W 1931 roku rozpoczyna studia teologiczne w studium franciszkańskim w Krakowie. Dnia 21 sierpnia 1932 roku składa śluby wieczyste w Krakowie.  Następnie zaś dnia 23 czerwca 1935 roku otrzymuje również w Krakowie święcenia kapłańskie. Pod koniec czerwca 1935 roku o. Teodor odprawia w kościele parafialnym w Kosinie swoją mszę świętą prymicyjną. Podobną mszę świętą odprawia również w Łańcucie i Leżajsku. Po uroczystościach prymicyjnych o. Teodor wraca do Krakowa, aby dokończyć studia teologiczne. Po skończonych studiach na początku 1936 roku zostaje przeniesiony do Niepokalanowa. Tam w istniejącym już klasztorze-wydawnictwie oddaje się pracy redakcyjnej i podejmuje obowiązki duszpasterskie w klasztorze. Pracuje w redakcji miesięcznika „Mały Dziennik” i „Rycerz Niepokalanej”.

O. Teodor jest oddany swojej posłudze, która daje mu dużo satysfakcji i zadowolenia. Po niecałym roku pracy w Niepokalanowie dnia 2 listopada 1936 roku zostaje wyznaczony na stanowisko gwardiana powstającego klasztoru oo. Franciszkanów w Skarżysku-Kamiennej. W tym czasie oddaje się posłudze duszpasterskiej w tym mieście nadzorując budowę klasztoru. Urząd gwardiana obejmuje dopiero z chwilą przybycia pozostałych współbraci do tego miasta w 1938 roku. W ramach podziału polskiej prowincji zostaje przydzielony do prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię, zwanej południową. Podczas kapituły prowincjalnej w sierpniu 1939 roku zostaje wybrany gwardianem klasztoru w Krośnie. Jednak wybuch II wojny światowej powoduje niemożliwość objęcia powierzonego urzędu i zostaje na stanowisku przełożonego w skarżyskim klasztorze W swoim nauczaniu wzywa rodaków do walki w obronie Ojczyzny. Pomimo ostrzeżeń i gróźb nie zaprzestaje działalności patriotycznej. Angażuje się czynnie w działalność konspiracyjną.

O. Teodor Filip zostaje członkiem konspiracyjnej organizacji „Związek Orła Białego” i pełni w niej funkcję skarbnika. Organizacja ta powstała we wrześniu 1939 roku, a następnie została włączona w struktury Związku Walki Czynnej, a potem Armii Krajowej. O. Teodor jako gwardian klasztoru, a zarazem działacz konspiracyjnej organizacji wraz z mieszkańcami Skarżyska-Kamiennej czynnie angażuje się w działania ruchu oporu. Hitlerowcy urządzają różne rewizję, przeszukania i stosują różnorodne represje wobec wspólnoty klasztornej. Od początku okupacji hitlerowcy dokonują rewizji w klasztorze i przesłuchują o. Teodora Filipa. W dniu 29 stycznia 1940 roku około północy Niemcy wchodzą do klasztoru zaaresztowują przełożonego. Dzień później 30 stycznia 1940 roku Gestapo, oddział SS i żandarmeria otaczają klasztor i po wielogodzinnej rewizji dokonują aresztowania wszystkich ojców obecnych w tym czasie w klasztorze. Zatem zostają aresztowani o. Alojzy Śmigiel i o. Anatol Gałucha z klasztoru w Gdyni. Po kilku godzinach przesłuchań obaj ojcowie tego dnia zostali zwolnieni. Jednak już następnego dnia ponownie ich aresztowano. Następnie 6 lutego 1940 roku zostają również aresztowani bracia zakonni przebywający w klasztorze: br. Kazimierz Gałek, br. Łukasz Neugebauer, br. Jan Stawarz i br. Hugolin Grodzki z klasztoru w Niepokalanów. Niemiecki sąd polowy skazuje o. Teodora wraz z aresztowanymi ojcami i braćmi na karę śmierci. Hitlerowcy wywożą skazanych do lasu do miejscowości Bór pod Skarżyskiem. Tam dokonane zostaną masowe egzekucje mieszkańców miasta. W dniu 14 lutego 1940 roku ojciec Teodor Filip wraz z wszystkimi aresztowanymi współbraćmi zostaje rozstrzelany przez hitlerowców. Wszyscy zostają pochowani w zbiorowej mogile pod lasem w obecnej dzielnicy Skarżyska-Bór.

Zasługi o. Teodora Filipa i naszych współbraci dla Ojczyzny i Kościoła zostały upamiętnione skromną mogiłą w miejscu stracenia Skarżysko-Bór, gdzie jest pochowanych wraz z nimi około 360 zabitych przez hitlerowców mieszkańców tego miasta. Miejmy nadzieję, że pamięć o tych patriotach nie zaginie w naszym pokoleniu i będzie dla nas inspiracją do wytrwałej pracy na rzecz Ojczyzny.

Rafał Kwiatkowski OFMConv