,

List O. Prowincjała do braci z racji 100-lecia święceń kapłańskich o. Maksymiliana Kolbego

List do Braci z okazji 100. Rocznicy święceń kapłańskich św. Maksymiliana M. Kolbego (28.04.1918 – 28.04.2018)

BÓG OBJAWIA SIĘ W PASTERZU, KTÓRY ODDAJE SWOJE ŻYCIE

Drodzy Bracia.

„My nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4,20) – jak echo w tym paschalnym okresie powraca do nas odważna odpowiedź Piotra i Jana, postawionych i oskarżanych przed Sanhedrynem. Są to stawa, które oddają stan ducha uczniów Jezusa Chrystusa. Serca ich byty wypełnione tą rzeczywistością, która była dla nich najważniejsza. A usta przekazują to, czego pełne jest serce.

Z okazji przeżywanej 100. rocznicy święceń św. Maksymiliana, pragnę zwrócić się do Was, Drodzy Bracia, w podobnych stawach: „nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli”. Jako spadkobiercy duchowości kolbiańskiej, nie możemy nie mówić o tym wielkim wydarzeniu. Trzeba zatrzymać się nad tą kartą historii i jej znaczeniem, aby uczyć się od świadka. Tak bardzo przecież potrzebujemy autentycznych wzorców dla naszego zakonnego czy kapłańskiego życia. W dzisiejszym Kościele, który przeżywa pewien kryzys kapłaństwa, przejawiający się w odejściach, w słabym jego przeżywaniu i braku odpowiedzialności za podjęte zobowiązania, potrzebujemy mocnych punktów odniesienia i podparcia. Wymaga tego odpowiedzialność za dar powołania, które nie zawsze znajduje pozytywną odpowiedź u człowieka.

Jubileusz święceń św. Maksymiliana przeżywamy w bliskości IV Niedzieli Okresu Wielkanocnego, która nazywana jest również Niedzielę Dobrego Pasterza. Postrzegam to jako dar Opatrzności Bożej, by jeszcze głębiej przypatrzeć się świętemu kapłaństwu i jeszcze bardziej uczyć się jego gorliwego przeżywania.

 

  1. Dobry pasterz – rycerz niezłomny

Pismo święte objawia nam prawdę o Ludzie Bożym i jego pasterskiej naturze. Naród wybrany nawet po osiedleniu się w Ziemi Obiecanej w swojej mentalności pozostał nomadą, czyli ludem o sercu wędrującym. Pomimo tego, że stał się narodem rolniczym, w swej duszy nadal żywił głęboką tęsknotę za życiem pasterskim, którego cechą było prowadzenie owiec i kóz. Dzięki spędzaniu dużej ilości czasu w miejscach odizolowanych, pomiędzy pasterzem a owcami rodziły się głębokie relacje. Pasterz przywoływał owce po imieniu, a te rozpoznawały go i reagowały na jego głos. Pasterz, wreszcie, chronił swoją trzodę przed grożącymi jej niebezpieczeństwa. A największymi z nich były dzikie zwierzęta zamieszkujące dolinę Jordanu, jak hieny, szakale, lwy i niedźwiedzie. Z nimi musieli walczyć pasterze uzbrojeni tylko w proce i laski pasterskie.

Do tej koczowniczo-pasterskiej rzeczywistości odwołuje się Biblia, ukazując nam szczególny obraz pasterza. Był nim przede wszystkim sam król. To Bóg wybiera swego sługę Dawida i zabiera go „od owczych zagród” i powołuje, gdy jeszcze chodził za karmiącymi owcami”, by pasł lud Izraela „w prawości swego serca i roztropnie prowadził swoimi rękoma” (Ps 78,70-72). Mimo tego wzniosłego wzoru, wielu z władców sprzeciwiało się swemu powołaniu. Często królowie Izraela są porównywani do złych pasterzy, którzy zamiast paść stado, pasą siebie samych (zob. Ez 34).

Sam Bóg, chociaż w Piśmie świętym jest przedstawiany jako troszczący się o swą ziemię ogrodnik i rolnik (zob. Iz 27,3; Ps 65,10-14), to jednak często porównywany jest do pasterza, który prowadzi, broni i karmi swój lud (zob. Ps 23; 80,2). To On „gromadzi [trzodę] swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie” (Iz 40,11). Opiekuje się Izraelem, który został doprowadzony do ruiny za przyczyną złych pasterzy i obiecuje mu nowego Króla-Pasterza, który zgromadzi rozproszone owce i zaprowadzi na urodzajne pastwisko (por. Jr 23,3-5). Jest to zapowiedź Mesjasza, który będzie prawdziwym pasterzem według serca Bożego.

Właśnie do tego proroctwa odnosi się stwierdzenie Jezusa z Ewangelii na Niedzielę Dobrego Pasterza „Ja jestem dobrym Pasterzem” (J 10,11). Jezus Chrystus jest pasterzem posłanym przez Boga, który ma opiekować się Ludem Bożym. On jest wypełnieniem proroctw o pasterzu, który gromadzi rozproszone owce i lituje się nad nimi (zob. Mk 6,34).

Pierwsze przesłanie tej Ewangelii jest zaproszeniem do radości: „Dobry Pasterz daje swoje życie za owce” (J 10,11). W tym miejscu przychodzi na myśl przypowieść o zagubionej owcy, opisana przez Mateusza i Łukasza. Jest dość łatwo wyobrazić sobie obraz dobrego pasterza, który z dobrocią, wielką pasją i współczuciem idzie, aby szukać i odnaleźć tych, którzy zagubili się w życiu.

Jednak we wspomnianej Ewangelii Janowej jest on także przedstawiony jako „wojownik”, który, stawiając czoła przeciwieństwom i tym wszystkim, którzy zagrażają owcom, jest gotów oddać swoje życie. Obraz ten nie przywołuje Psalmu 23. Odnosi się on przede wszystkim do figury Dawida, który jeszcze jako młody pasterz musiał stawiać czoło lwom i niedźwiedziom, które porywały owce. Co więcej, musiał biec za nimi, uderzać na nie i wyrywać je z ich paszczęki (por. 1 Sam 17,34-35). Dzięki temu otrzymujemy zaskakującą charakterystykę pasterza silnego i nieustraszonego, który walczy z bandytami i groźnymi zwierzętami za cenę własnego życia.

Przymiotnik „dobry” nie oznacza tutaj uczuć, nie oznacza bycia łagodnym, lecz bycie prawdziwym, autentycznym, odważnym. Jezus jest prawdziwym pasterzem, związanym tak mocno ze swymi owcami, że jest gotów oddać za nie swoje życie.

Dla większego uwypuklenia tej charakterystyki naszego Pana, Ewangelista wprowadza przeciwstawną figurę najemnika (J 10,12-13). Mieszkańcy wiosek, którzy sami nie mogli wyprowadzać na pastwiska i chronić swoich stad, często najmowali (opłacali) najemników, którzy mieli się opiekować trzodą. Umowa z najemnikiem była bardzo konkretna i opisywała jego zadania: miał stawiać czoło wilkowi, dwóm psom, małym zwierzętom, lecz mógł uciekać przed lwem, niedźwiedziem i złodziejem. W kontrakcie tym nie było klauzuli przewidującej ewentualną gotowość oddania życia za owce. Dlatego najemnik nie czuł się aż tak złączony i odpowiedzialny za owce. Nie interesował go los stada. Zainteresowany był tylko zarobkiem.

Czy ten rys odwagi, waleczności, stawiania czoła wszelkim przeciwnikom aż po ofiarę z własnego życia, nie przypomina nam postawy i nauki ojca Maksymiliana? Jego podobieństwo do Dobrego Pasterza to przede wszystkim jego niezłomna rycerskość, która nie ogranicza się do minimum przewidzianego w kontrakcie, ale ciągle szuka nowych wyzwań, nowych pól walki i odważnie stawia czoła narastającym przeciwnościom. Nie analizował on drobiazgowo, co można zrobić, aby minimalnym wysiłkiem otrzymać pełnię zapłaty i uniknąć kary.

Byt jak jego imię: maksymalistą, odważnie walczącym o serca wszystkich, by trwały przy Bogu. Był maksymalistą, który wszelkimi dostępnymi i godziwymi środkami walecznie bronił wiary i miejsca Boga w świecie. Był maksymalistą śmiało snującym marzenia i wyznaczającym sobie i innym dalekosiężne plany, by doprowadzić „do jak największego rozszerzenia błogiego Królestwa Najświętszego Serca Jezusowego”.

Byt maksymalistą, bo nic z siebie i sobie nie zostawiał, ale wszystko oddawał Bogu przez Niepokalaną: wszystkie władze swej duszy i ciała, całe swoje życie, śmierć i wieczność, wszystko cokolwiek się Jej podoba (por. Akt poświęcenia się Niepokalanej). Nie zatrzymywał się przed żadną trudnością, ryzykiem, cierpieniem, ofiarą. Przez całe życie uczył się składania życia w ofierze. I gdy przyszedł ten dzień na placu apelowym w Auschwitz, byt gotów. Był gotowy oddać życie, by ratować jedną matą zalęknioną owieczkę.

 

  1. Dobry pasterz – walczący o miłość

W drugiej części rozważanej Ewangelii (J 10,14-16) Jezus podejmuje ponownie stwierdzenie „Ja jestem dobrym Pasterzem”, aby dodać kolejną cechę pasterza. Dobry Pasterz to ten, który zna swoje owce i jest przez nie rozpoznawany.

W Biblii czasownik „znać” nie oznacza tylko poznania intelektualnego, oznacza natomiast głębokie doświadczenie i odnosi się do bycia „wciągniętym w miłość”. „Poznać” jest tu raczej kwestią serca niż rozumu, odnoszącą się również do relacji z Panem Bogiem. Dobrym Pasterzem jest Jezus i każdy, kto pozwoli włączyć się w miłość Boga i braci z tą samą pełną miłości pasją.

Św. Paweł pisząc do Galatów przypomina im, że kiedyś nie znali Boga, lecz byli poddani bożkom. Teraz jednak, gdy poznali Boga i, co więcej, Bóg ich poznał, dziwi się, jak mogą

„powracać do tych bezsilnych i nędznych żywiołów”, pragnąc złożyć broń i poddać się, czyli ponownie oddać się w ich niewolę (por. Gal 4,9). Jakby chciał powiedzieć: „Jeżeli weszliście we wspólnotę życia z Nim, i związaliście się jak oblubienica z oblubieńcem, to jak możecie odłączyć się od Jego miłości?”.

Wydaje się czasami, że jesteśmy jeszcze bardzo daleko od dnia, kiedy cała ludzkość dojdzie do doświadczenia Boga i jego miłości. Jezus wie, że jest jeszcze wielu ludzi, którzy nie rozpoznają głosu miłości Boga, że są jeszcze „inne owce”, które nie są z jego owczarni. Dlatego prawdziwy pasterz nie podda się nigdy i nie dopuści, by chociaż jedna owca się zatraciła z braku miłości. Dlatego też wyznacza sobie zadanie: „I te muszę przyprowadzić”; oraz zapewnia:) będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz” (J 10,16). Jakże nie brać na poważnie tych słów i jakże nie przylgnąć do wpisanej w niej nadziei, że nic nas nie będzie w stanie odłączyć od tej miłości.

Każdy uczeń Chrystusa powinien mieć serce swego Mistrza. Ojciec Maksymilian – jak wspomnieliśmy- nie był kapłanem o sercu najemnika, jego serce było sercem dobrego pasterza, sercem odważnym i sercem hojnym. Nie kalkulował, nie pytał, dokąd sięgają jego prawa i gdzie kończą się jego obowiązki, co ustalają normy i jaka jest umowa. Postępował według jedynego prawa miłości, szalonej miłości do Boga i do każdego człowieka.

A miłość ta nie znała granic: „zdobyć cały świat…”. Nie wystarczał mu drogi Niepokalanów, nie wystarczała mu ukochana Polska. Jego serce obejmowało najdalsze kresy: Japonię, Chiny, Indie…

Przypieczętował tę drogę na oświęcimskim etapie życia, gdzie ostatni raz zawalczył o zachowanie miłości w sobie i w innych. Tam, gdzie wszyscy i wszystko mówiło nie” miłości, on może jako jedyny zwyciężył miłością.  Było to zwycięstwo odniesione nad całym systemem pogardy i nienawiści człowieka i tego, co Boskie w człowieku – zwycięstwo podobne do tego, jakie odniósł na Kalwarii Pan nasz Jezus Chrystus” (z Homilii Jana Pawła II na kanonizację św. Maksymiliana M. Kolbego).

To był jego wybór, wybór dobrego pasterza, męczennika miłości. Uważany przez swoich za idealistę, zwariowanego marzyciela, niezrozumiałego zuchwalca, pragnął jedynie kochać tą miłością, która tylko jest twórcza, miłością dobrego, to znaczy walecznego pasterza.

 

  1. Dobry Pasterz – dobrowolnie oddający życie

W końcowej części naszej ewangelicznej perykopy (J 10,17-18), św. Jan podejmie temat wolności, który jest istotny w dynamice miłości: „Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję”.

Tam, gdzie jest przymus i lęk nie ma miłości. Strach przed Bogiem jest zafałszowaniem Jego obrazu jako Odwiecznej Miłości. Jezus objawił swoją miłość, dlatego że oddał swoje życie: „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich…” (J 15,13). Ofiarował siebie i to dobrowolnie. On tego chciał. Tym samym wypełnił nakaz otrzymany od swego Ojca (por. J 10,18}, którego wolą jest, aby cały świat i każdy człowiek byt zbawiony (por. J 6,39-40; Mt 18,14; Gal 1,4).

Pasterz, który ma „moc oddać swe życie” – jest świadomy tego, że ma “moc je znów odzyskać” (J 10,18). Oznacza to, że przeznaczeniem tego, który składa swoje życie w ofierze, nie jest śmierć, lecz pełnia życia. Uczynienie z niego daru jest jedynym sposobem, aby je odzyskać. Jest to ewangeliczna dynamika ziarna, które musi obumrzeć, aby przynieść plon obfity. Podobnie „ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12,24-25).

Tę gotowość i tę wolność opiewał inny święty naszej ziemi, Jan Paweł li, kiedy to 10 października 1982, na placu św. Piotra w Rzymie, podczas homilii na kanonizację o. Kolbego niemal wykrzyczał: „Maksymilian nie umarł – ale oddał życie… za brata.” Wiemy, że stało się to pod koniec lipca 1941 r., kiedy to św. Maksymilian wystąpił dobrowolnie, wyrażając gotowość pójścia na śmierć głodową w zastępstwie jednego ze współwięźniów, którego życie było potrzebne najbliższym. Ta zaskakująca w swej prostocie i zdumiewająca w swym heroizmie gotowość została przyjęta. Maksymilian mógł złożyć swe życie w ofierze. W tej straszliwej po ludzku śmierci objawiła się „cała ostateczna wielkość ludzkiego czynu i ludzkiego wyboru; sam się dał na śmierć z miłości”. I tym samym ukazał zbawczą moc śmierci, „w której objawia się potęga miłości”.

W oświęcimskim bunkrze głodowym śmierć i życie – jak śpiewamy w sekwencji wielkanocnej – zwarły się w przejmującym pojedynku. Wydawałoby się, że zwyciężyła ta pierwsza. Ojciec Kolbe padł na swej Kalwarii, dobity śmiercionośnym zastrzykiem. Jego wyniesienie na ołtarze mówi nam coś innego: oddając życie za brata, zwycięskie okazało się życie, bo Miłość jest potężniejsza niż śmierć.

 

  1. Kapłan katolicki dobrym pasterzem

W 1983 roku w Niepokalanowie, dnia 18 czerwca, ten sam Papież jeszcze raz nam przypomniał: „w tej śmierci objawiło się zarazem duchowe zwycięstwo nad śmiercią podobne do tego, jakie miało miejsce na Kalwarii. A więc: nie poniósł śmierć, ale oddał życie – za brata. W tym jest moralne zwycięstwo nad śmiercią. Oddać życie za brata – to znaczy stać się poniekąd szafarzem własnej śmierci”. Te słowa św. Jana Pawła II dopełniają obrazu dobrego pasterza i wprowadzają nas w wymiar posługi kapłańskiej.

Podczas owego przełomowego apelu zaskoczony komendant miał zapytać: „A kim ty jesteś?”. Z ust występującego więźnia padła pełna spokoju, pewności i prostoty odpowiedź: „Jestem kapłanem katolickim”. Można się zapytać, dlaczego właśnie tak odpowiedział. Dlaczego nie powiedział o sobie: „jestem Rajmund Kolbe”, „jestem gwardianem Niepokalanowa”, „jestem franciszkaninem”, „jestem wydawcą Rycerza Niepokalanej” …; czy jakby wypadało “jestem numerem 16670″. Dlaczego „jestem kapłanem”?

Jeden z naszych braci już w 1971 roku znalazł odpowiedź na to pytanie: św. Maksymilian po prostu żył pełnią swojego kapłaństwa i pamięć o tej prawdzie nosił zawsze w sobie. W niepokalanowskim archiwum wśród oryginalnych pism św. Maksymiliana przechowywanych jest kilka notesów, w których św. Maksymilian od dnia święceń kapłańskich 28.04.1918 aż do dnia aresztowania 17.02.1941 notował każdą odprawianą mszę świętą. Jest to bardzo dziwne, ale i znamienne. Dziwne, gdyż znając życie i działalność św. Maksymiliana, wiemy, że dużo pracował, podróżował, a mimo to każdego dnia poświęcał czas, by zapisywać w swoim notesie intencję odprawionej mszy świętej, miejscowość i na dodatek przy jakim ołtarzu była ona celebrowana. Świadczy to o tym, jak ważne miejsce zajmowała każda Eucharystia w jego życiu. Maksymilian przez swoją kapłańską posługę, zanurzając się w tajemnicę sprawowanej Eucharystii, uczył się nie tylko być kapłanem katolickim, szafarzem sakramentów, ale i „szafarzem własnego życia i własnej śmierci”. Wszak – jak przypomina nam Jan Paweł II – „codziennie sprawował w sposób sakramentalny tajemnicę odkupieńczej śmierci Chrystusa na krzyżu. Często też powtarzał te słowa psalmu: Czym się Bogu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana (Ps 116, 12-13). Tak jest. Codziennie podnosił ten kielich Nowego i Wiecznego Przymierza, w którym pod postacią wina Krew Odkupiciela zostaje sakramentalnie przelana na odpuszczenie grzechów. Wraz z tajemnicą eucharystycznego kielicha dojrzewała w nim owa godzina oświęcimskiej decyzji: Czyż nie mam pić kielicha, który mi podał Ojciec? (J 18, 11). I wypił – wypił do dna ten kielich, aby zaświadczyć wobec świata, że miłość jest potężniejsza niż śmierć. Świat potrzebuje tego świadectwa, aby otrząsnąć się z więzów owej cywilizacji śmierci, która w niektórych momentach współczesności szczególnie odstania swe groźne oblicze” (Homilia Jana Pawła II w Niepokalanowie, 18 czerwca 1983).

 

* * *

Nie wszyscy może pamiętają, ale uroczysta beatyfikacja o. Maksymiliana M. Kolbego zbiegła się z obradami Synodu zwyczajnego Biskupów na temat posługi kapłańskiej. Jak rozważał świadek tamtego wydarzenia, Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński, można ten temat „rozwijać we wspaniałych traktatach De sacerdotio ministeria można pogłębiać widzenie teologiczne naszego kapłaństwa. Można zwycięsko pokonywać i przezwyciężać obawy, jakie niekiedy są podnoszone, kim my właściwie jesteśmy i czym jest nasze kapłaństwo”. A przecież „jak to ma wyglądać praktycznie, trzeba pokazać na wzorach. Wzorzec taki obmyśliła sama Opatrzność Boża… Po licznych przemówieniach na auli konieczną było rzeczą pokazać wzór, jak ma wyglądać kapłaństwo służebne. Wzorem tym jest właśnie bł. Maksymilian Maria Kolbe…” (z przemówienia do duchowieństwa stolicy, Warszawa, 24.12.1971).

Jak wtedy, tak i dzisiaj zastanawiamy się nad naszą świętą posługą, nad jej znaczeniem. Często wylewamy łzy nad niezrozumieniem tego sakramentu, nad naszym sprzeniewierzaniem się jego godności. Jak wówczas, tak i teraz otrzymujemy znak z Nieba. Nie tyle pobożne słowa, ile tajemnicę i wielkość osoby kapłana katolickiego, który 100 lat temu przyjął święcenia w stopniu prezbiteratu, męczennika miłości, naszego współbrata św. Maksymiliana Marii Kolbego. Jak wówczas beatyfikacja ojca Kolbego przecięta wszystkie wątpliwości na temat, jaki wzór kapłana jest potrzebny na współczesne czasy; jak wpisujący się w Glorię Berniniego wizerunek ojca Maksymiliana wyjaśnił biskupom świata zgromadzonym w Bazylice św. Piotra, na czym polega bycie kaptanem katolickim; tak, mam nadzieję, że i w tym roku przeżywany Jubileusz rozproszy ciemne chmury gromadzące się nad naszą posługą i oświeci swoim promieniującym i zawsze aktualnym przykładem.

Niech świadectwo ojca Maksymiliana będzie dla nas pomocą w przeżywaniu naszego kapłaństwa. Niech pomoże nam docenić otrzymany dar kapłaństwa i poucza nas, jak je przeżywać sercem dobrego pasterza: walecznego, maksymalnie, bez granic kochającego, gotowego oddawać życie za braci nam powierzonych.

o. Wiesław Pyzio

Prowincjał

Warszawa, 18 kwietnia 2018

 

,

100. rocznica święceń kapłańskich ojca Maksymiliana – TRANSMISJE RADIOWE

28 kwietnia minie sto lat od momentu, kiedy św. Maksymilian przyjął święcenia kapłańskie. Franciszkanie z Niepokalanowa przygotowują na ten dzień wyjątkowe uroczystości, z uwzględnieniem potrzeby modlitwy za kapłanów. W programie m.in. pierwsze Ogólnopolskie Spotkanie Apostolatu Margaretka, Wspólnot i Osób Modlących się Kapłanów. Do Niepokalanowa przybędą kapłani jubilaci z trzech Prowincji franciszkańskich w Polsce. W uroczystościach weźmie także […]

W setną rocznicę święceń kapłańskich św. Maksymiliana Marii Kolbego

Kapłaństwo się nie starzeje, ale fakt i dzień święceń kapłańskich jest zapisany w wielu miejscach i trwale tkwi w pamięci prezbiterów. Dobrze jest świętować rocznicę święceń kapłańskich, w ten sposób podkreśla się ich wagę. Pod koniec kwietnia 2018 roku wspominamy setną rocznicę święceń o. Maksymiliana Marii Kolbego, które przyjął w Rzymie dnia 28 kwietnia 1918 roku w bazylice San Andrea della Valle z rąk kardynała, wikariusza Rzymu, Basilio Pompiljo. Zachowała się relacja z tego wydarzenia, zapisana przez samego o. Maksymiliana w osobistym pamiętniku, pisanym w maju 1918 roku, której istotne zapisy przytaczam: „27 kwietnia wieczorem przygotowaliśmy wszystkie rzeczy potrzebne do święceń. 28 kwietnia rano po modlitwach wyszliśmy z kaplicy i około godziny 7 wyszliśmy z Kolegium do kościoła świętego Andrzeja della Valle. Tam, ubrany w szaty diakona, przygotowywałem się do pierwszej Mszy św. – Przychodzi Don Giulio i wywołuje wszystkich po imieniu i ustawia w dwa równoległe szeregi, między którymi zaś przechodzi Kardynał Wikariusz i w głębi zakrystii siada na krześle… Na znak ceremoniarza wszyscy, a było nas przeszło stu, parami idziemy do kościoła i zajmujemy „stalle” chóru w prezbiterium – J. Em. Kardynał Wikariusz ubiera się w szaty kościelne i rozpoczyna Mszę św. Przychodzi tonsura, święcenia mniejsze, przeplatane częściami Mszy św. i wreszcie daje się słyszeć głos: „Accedant, qui ordinandi sunt ad ordinempresbyteratus i na wezwanie imienia i nazwiska poszczególnych kandydatów do święceń odpowiadają głosy „adsum”i jeden po drugim dołącza się do gromadki subdiakonów i diakonów stojących na środku… Po konsekracji łzy mi się cisnęły do oczu, ale trzeba było powstrzymać wzruszenie i odmawiać modlitwy z Kanonu razem z J. Em. Kardynałem. Po święceniach wróciłem do domu – jakie wrażenie – trzeba przyznać, że Niepokalana mnie raczyła przywieść aż dotąd”.

Podobną relację z tej uroczystości o. Maksymilian przekazał w liście do matki Marii Kolbowej, napisanym pięć miesięcy później. W liście tym podkreślił powszechność kapłaństwa. „Było nas więcej niż stu z różnych zakonów i klerycy świeccy i z różnych narodowości; był nawet jeden Murzyn, co się święcił, a drugi również Murzyn usługiwał z innymi kardynałowi przy święceniach. Jaki to piękny widok: wszyscy połączeni pomimo takich różnic węzłem religii katolickiej i miłości bratniej w Panu Jezusie. Do święceń kapłańskich było nas może 20. Wezwano nas po imieniu na środek z ławek i po Litanii do Wszystkich Świętych, podczas której leżeliśmy na ziemi, rozpoczęła się ceremonia święcenia. Po święceniu, przed podniesieniem, byliśmy już księżmi i razem z ks. kardynałem wymawialiśmy prócz innych modlitw Mszy świętej także słowa konsekracji. Całą te sprawę uznaję z wdzięcznością jako dar uproszony przez Niepokalaną…”.

W następnym dniu po przyjęciu święceń każdy neoprezbiter, czyli nowy kapłan, odprawia Mszę św. zwaną prymicyjną. Pierwszy zapis Mszy św. prymicyjnej zachował się w Ordo z VIII wieku w miejscowości Św. Amanda. W tamtych czasach odprawiano ją w rodzinnych parafiach lub w klasztorze, a cały obrzęd wyrażał zaślubiny z tą wspólnotą, w której będzie służył jako kapłan. Przed wyjściem z domu rodzice błogosławili nowego kapłana i przy śpiewie hymnu Veni Creatorprowadzili go do kościoła. Następnie uroczyście prowadzono go do ołtarza przy śpiewie Gloria in excelsis Deo.Prymicjantowi towarzyszył kapłan ubrany w komżę i kapę, czuwający nad poprawnym i dokładnym przebiegiem uroczystości. Po zakończeniu Mszy św. prymicjant udzielał błogosławieństwa prymicyjnego według przepisanych formuł w Rytuale rzymskim. Zwykle odbywało się to przez włożenie rąk prymicjanta na głowę błogosławionego razem ze słowami błogosławieństwa. Mszę św. prymicyjną o. Maksymilian odprawił 29 kwietnia na ołtarzu, gdzie Niepokalana objawiła się o. Ratisbonne’owi, a w następnych dniach na grobie św. Piotra w Watykanie, u Dwunastu Apostołów w Kurii Generalnej i w bazylice św. Pawła Apostoła za Murami. Wszystkie odprawiane Msze św. zapisywał w osobnej książeczce „Dzienniczek mszalny”, przechowywanej w Archiwum MI w Niepokalanowie. W rok po święceniach, w tym samym Pamiętniku, jednym zdaniem, podkreślonym linią, wspomniał: „28 kwietnia 1919 Pierwsza rocznica święceń kapłańskich.” Mniej znany epizod wymaga wyjaśnień. Chodzi o osobę o. Alfonsa Ratisbonne. Jako młody Żyd był bardzo źle nastawiony do chrześcijaństwa. Nawrócił się dzięki działaniu łaski wyproszonej przez Niepokalaną w Cudownym Medaliku, który przyjął od przyjaciela i stale nosił. Po nawróceniu przyjął chrzest i kapłaństwo. Prowadził bardzo gorliwe apostolstwo wśród Żydów.

Z okazji Mszy św. prymicyjnej uczestniczącym w tej uroczystości rozdaje się pamiątkowe obrazki. W zależności od czasów i od stanu prymicjanta miały one przeróżne formy, znane już w średniowieczu. Bywały wykonane na pergaminie, papierze, bibule, tkaninie, a nawet wyciśnięte w metalu. Zadaniem takich obrazków, wzbogaconych zwykle okolicznościowym napisem, było upamiętnienie prymicji, ale także przekazanie prawdy wiary o sakramencie kapłaństwa i jego misji. W średniowieczu mogły to być miniatury inicjałów w modlitewnikach. Istnieje przekaz, że św. Bernardyn ze Sieny przekonał rytownika trudniącego się wyrobem kart do gry, aby porzucił ten rodzaj pracy, a rysował i malował miniatury z Jezusem Chrystusem, lub chociażby z Jego znakiem i imieniem. Obrazki były często pamiątką znaczących wydarzeń religijnych w sanktuariach i klasztorach. Ich popularność wzrosła z rozwojem drzeworytów w XIV wieku, miedziorytów w XV i druku w latach następnych. W Polsce w produkcji obrazków specjalizowały się drukarnie w Warszawie, Krakowie i Częstochowie.

O. Maksymilian także przygotował prymicyjne obrazki. Niektóre z nich się zachowały. Jestem szczęśliwym posiadaczem takiego obrazka. Otrzymałem go od przyjaciela z Włoch, o. Ludovico Bertazzo z Padwy. Miał ich kilka i podzielił się ze mną za relikwie bł. Rafała Chylińskiego. Ta pamiątka sprzed stu laty jest cenną ze względu na jej treść, także ze względu na jej oryginalność. Ostatnio z okazji setnej rocznicy święceń kapłańskich św. Maksymiliana powielono jeden z obrazków bez zaznaczenia, że jest to reprint. To jest nadużycie sztuki drukarskiej. W ten sposób powstają falsyfikaty.

Obrazek w moim zbiorze jest oryginalny, który Święty trzymał w swoich rękach,. Ma okolicznościowy napis: „Cóżem ja jest, Panie, iżeś mnie przywiódł aż dotąd?” (2 Sm7, 18) „Bóg mój i wszystko”. Pamiątka pierwszej Mszy świętej, którą odprawił o. Maksymiliana Maria Kolbe franciszkanin na ołtarzu, gdzie Niepokalana raczyła objawić się Ratyzbonowi w Rzymie dnia 29 kwietnia 1918 r. „Dozwól mi chwalić Cię, o Panno Święta. Daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim”. Tyle treści.

Retro obrazka przedstawia scenę Ostatniej Wieczerzy. Za stołem, na którym w centrum stoi kielich, siedzi Jezus Chrystus, lewą ręką obejmuje św. Jana Ewangelistę, a prawą podaje mu Komunię św. Na obrusie zwisającym ze stołu jest napis w języku włoskim: „Ten dzień niech będzie dla nas dniem szczęścia i niech w naszych sercach zostanie stała pamięć”. Treść napisu i scena obrazkowa wyraża ideę o. Maksymiliana. – przesłanie Świętego o Panu Bogu, NMP i św. Franciszku z Asyżu. Obrazki były przynajmniej w dwóch wersjach. Wersja podana w „Pismach o. Maksymiliana”, str. 207, i identyczne dwa egzemplarze zachowane w Archiwum MI w Niepokalanowie, przedstawiają trzech aniołów, z których jeden trzyma w rękach kielich z hostią. Niżej jest napis w języku włoskim: „Ecco la bonta’ delnostro divin Salvatore e l’amor Suo per gli uomini.” Co znaczy „Oto dobroć naszego Zbawiciela i Jego miłość do ludzi.”

Cenne są relikwie św. Maksymiliana – kosmyk włosów z brody, ale osobiście bardziej cenię autografy Świętego, gdyż one są śladem własnej prawicy i charakteru ukrytego w podpisie. Kryje się też w autografie świadomość i wola, które zdecydowały o złożeniu tego podpisu, czyli część jego duszy. Cenię sobie prymicyjny obrazek św. Maksymiliana, bo jest już wiekowym zabytkiem, jest na pewno autentyczny, a dodatkowo dla mnie spójny w kapłaństwie przyjętym w tym samym miesiącu – w kwietniu, co się zdarza bardzo rzadko. Tak wynika z Katalogu zakonników.

Podsumowaniem zapisanych treści niech będzie krótki, ale wymowny w swej treści fragment wiersza ks. Janusza Pasierba z „ Ornithologia pastoralis”:

Prymicjant

jest księdzem – skowronkiem

wysoko w niebie

kwietniowym.

Podczas Mszy świętej

jak Boża krówka

wędruje pieszo

po wysokiej kolczastej łodydze

róży.

o. Roman Aleksander Soczewka

Ogólnopolskie Spotkanie “Apostolatu Margaretka”

Z okazji 100. rocznicy święceń kapłańskich i pierwszej Mszy świętej Ojca Maksymiliana, w sobotę 28 kwietnia 2018 w Niepokalanowie odbędzie się Ogólnopolskie Spotkanie “Apostolatu Margaretka” oraz Wspólnot i Osób Modlących się za Kapłanów pod hasłem: Kim jesteś? Jestem polskim księdzem katolickim!

Program spotkania:

28 kwietnia, sobota
9.00
Powitanie, zawiązanie wspólnoty
Różaniec w intencji kapłanów
Konferencja
11.00
Eucharystia (przewodn. bp Rafał Markowski)
Zawierzenie Niepokalanej wspólnot, apostolatów i grup modlitewnych
12.30
Oratorium maryjno-kolbiańskie
Przerwa na posiłek
15.00
Adoracja Najśw. Sakramentu, Koronka do Miłosierdzia Bożego
Prezentacja przybyłych wspólnot
Świadectwo Andrzeja Moszczyńskiego
Prezentacja książki Cuda św. Maksymiliana
17.00
Projekcja filmu Dwie Korony
Spotkanie z p. Adamem Woronowiczem, odtwórcą roli św. Maksymiliana
Przerwa na posiłek
20.00
Wieczór uwielbienia, dziękczynienie za sakrament kapłaństwa
Muzycznie animuje “Zespół Czwarty” ze Skierniewic
22.00
Eucharystia w intencji kapłanów
29 kwietnia, niedziela
Jubileusz kapłaństwa braci z trzech prowincji franciszkańskich
11.30
Eucharystia (przewodn. o. Marco Tasca, generał franciszkanów)
Zgłoszenia grup i osób indywidualnych: info@niepokalanow.pl • tel. 46 864 21 31

,

Zmarł o. Innocenty Szumowski (1937-2018)

Śp. Ojciec Innocenty Wincenty Szumowski, profes wieczysty i kapłan Prowincji Matki Bożej Niepokalanej w Polsce Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, jubilat w Zakonie i kapłaństwie, zmarł dnia 6 kwietnia 2018 r. w Niepokalanowie, w wieku 80 lat, przeżywszy 61 lata w Zakonie i 52 lata w kapłaństwie.

Śp. o. Innocenty urodził się 5 maja 1937 roku w Brzozowej, w ówczesnym powiecie białostockim . Pochodził z wielodzietnej (miał jeszcze 3 braci i 2 siostry) rolniczej rodziny Józefa i Zofii zd. Wysocka. Na chrzcie, sprawowanym w parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Brzozowej w dniu 12 maja 1937 r., otrzymał imiona Wincenty Alojzy. Sakrament bierzmowania przyjął w tej samej parafii dnia 2 czerwca 1946 z rąk ks. abpa Romualda Jałbrzykowskiego.

Zaraz po wojnie rozpoczął naukę w Szkole Podstawowej w Brzozowej, kończąc siedem klas. Z powodu braku środków materialnych czuł się w obowiązku szybkiego podjęcia pracy i kontynuowania nauki jedynie w szkole wieczorowej. Jednak służba wojskowa starszych braci i choroba ojca zmusiły go po roku do przerwania szkoły i do powrotu do domu, aby pomóc rodzinie. Ponownie, po dwuletniej przerwie podejmie pracę i naukę w Białymstoku, kończąc następną dziewiątą klasę. W tym czasie daje się poznać jako „zacny, uczciwy, religijny, przykładny i poważny młodzieniec”, zaangażowany w życie parafii.

O. Innocenty od młodych lat odczuwał powołanie poświęcenia się Bogu. Po spotkaniu podczas rekolekcji pierwszego w swym życiu zakonnika z Zakonu OO. Kapucynów i myśląc, że to „najsurowszy zakon”, w sierpniu 1955 zapukał do bram kapucyńskiego nowicjatu w Nowym Mieście nad Pilicą. Jednak po ośmiu miesiącach, w maju 1956 r., prawdopodobnie pod wpływem rozmowy ze swym wujkiem o. Apoloniuszem, franciszkaninem z Poznania, opuścił go z pragnieniem przejścia do naszego Zakonu.

Od 12 września 1956 roku, mając o. Władysława Rygułę za Mistrza, przygotowuje się tym razem w niepokalanowskim nowicjacie do złożenia pierwszych ślubów zakonnych, które składa 15 września 1957 roku na ręce o. Prowincjała Augusta Rosińskiego. Po latach próby, 7 października 1962 roku, w Krakowie, o. Cecylian Niezgoda, przyjmie jego profesję wieczystą.

Po skończeniu nowicjatu, o. Innocenty kontynuował naukę na poziomie szkoły średniej dojeżdżając do Warszawy. Została ona uwieńczona egzaminem maturalnym w roku 1959. W latach 1959-1961 rozpoczyna formację do kapłaństwa i studia filozoficzne w Łodzi Łagiewnikach, a następnie, od 1961 do 1961, kontynuuje studia teologiczne w Seminarium Ojców Franciszkanów w Krakowie. W opinii wychowawców uchodził za wyrozumiałego, życzliwego, ofiarnego i pracowitego kleryka, wywiązującego się ze wszystkich obowiązków. Od pierwszych lat pobytu w Seminarium wykazuje też dużo życiowej zaradności i umiejętności organizacyjnych, dlatego zostają mu powierzane obowiązki np. dziekana kleryków.

Sakrament święceń w stopniu prezbiteratu przyjął w Krakowie dnia 25 czerwca 1965 roku z rąk ks. bp. Juliana Groblickiego. Zaraz po święceniach został wysłany do Niepokalanowa, gdzie pełnił funkcję wice-rektora w Niższym Seminarium Duchownym. Tego samego roku dostał też pozwolenie na odbycie studiów w Prymasowskim Studium Życia Wewnętrznego przy Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie, które ukończył w 1967 roku.

Na kapitule Prowincjalnej w lipcu 1971 roku został wybrany „Ekonomem-Prokuratorem Prowincjalnym”, a od 1974 r. pełnił urząd Ekonoma, Poborcy i Asystenta Prowincjalnego. Tym samym opuszcza mury Niepokalanowa i przenosi się do klasztoru w Warszawie, w którym będzie przebywał do roku 1977, kiedy to zostanie mu powierzony urząd gwardiana w Gdyni. Od września 1983 do sierpnia 1988 roku posłuszeństwo wyznaczyło mu klasztor w Łodzi przy ul. Tatrzańskiej (na Dąbrowie), gdzie przyjmie funkcję ekonoma ds. budowy kościoła. W roku 1988 powraca do Warszawy, by podjąć się pracy przy Sekretariacie Episkopatu Polski, jako zastępca dyrektora ds. budowy domu Episkopatu im. Jana Pawła II. Pełni tę funkcję do roku 1991, kiedy to obediencja skieruje go do pracy misyjnej na terenie Białorusi, gdzie spędzi najwięcej lat, najpierw jako proboszcz Parafii Matki Bożej Anielskiej w Grodnie oraz jako delegat Prowincjała na Białoruś (1991-2000) a od 1993 do 2000 jako gwardian grodzieńskiego klasztoru. Mimo zwolnienia z obowiązków przełożonego, o. Innocenty pozostał w Grodnie do roku 2011, pełniąc urząd wikariusza klasztoru, spowiednika sióstr zakonnych i podejmując liczne obowiązki duszpasterskie w parafii. Ostatnią ziemską placówką będzie klasztor, „gdzie wszystko się zaczęło”, czyli Niepokalanów, do którego przybywa na mocy obediencji zakonnej w lipcu 2011 r.

O. Innocenty w podaniu o śluby wieczyste obiecał „przy pomocy Bożej wytrwać w Zakonie do końca życia”. Tym samym spełnił swój pierwotny zamiar, wiernie trwając z pomocą Matki Niepokalanej przez całe swe życie, aż do dnia odejścia do Pana w Jej Grodzie.

Żegnając śp. ojca Innocentego, przede wszystkim wyrażamy naszą wdzięczność Panu Bogu za dar powołania go do naszego Zakonu. Natomiast jemu samemu składamy podziękowanie za jego zakonną i kapłańską służbę. Wpisuje się w historię naszej Prowincji jako niestrudzony ekonom, organizator i budowniczy, a przede wszystkim jako „prekursor franciszkańskiej obecności w Grodnie po powrocie Zakonu na Białoruś” (List Prowincjała z dnia 24.06.2000, L.dz. 495/00). Pozostanie też w pamięci wiernych i kleru ziemi grodzieńskiej jako ofiarny i gorliwy duszpasterz, zaangażowany w pracę na rzecz Diecezji od momentu jej powstania (por. list. Biskupa Grodzieńskiego z dnia 28.06.2011, nr 805/B/2011).

Niech nasz miłosierny Pan, któremu zaufał na drodze powołania, przyjmie zmarłego o. Innocentego przed Swoje Oblicze i da mu kosztować owoców Zmartwychwstania.

Uroczystości pogrzebowe śp. ojca Innocentego Wincentego Szumowskiego odbyły się dnia 10 kwietnia 2018 roku w Niepokalanowie. Rozpoczęły się o godz. 10.00 czuwaniem modlitewnym w Kaplicy św. Maksymiliana. Następnie bracia pod przewodnictwem o. Grzegorza M. Szymanika, Gwardiana Niepokalanowa, przeszli procesyjnie z Sanktuarium do Bazyliki. Mszy świętej o godz. 11.00 przewodniczył ks. bp dr Piotr Jarecki, biskup pomocniczy Archidiecezji Warszawskiej, a okolicznościową homilię wygłosił o. dr Józef Makarczyk. Kondukt żałobny na cmentarz klasztorny poprowadził o. Prowincjał Wiesław Pyzio.

o. Jan Olszewski

Sto lat święceń św. Maksymiliana

Z okazji 100. rocznicy święceń kapłańskich i pierwszej Mszy św. Ojca Maksymiliana w sobotę 28 kwietnia 2018 w Niepokalanowie odbędzie się Ogólnopolskie Spotkanie “Apostolatu Margaretka” oraz Wspólnot i Osób Modlących się za Kapłanów pod hasłem: Kim jesteś? Jestem polskim księdzem katolickim!

Download (PDF, 1.73MB)

28 kwietnia 1918   św. Maksymilian M. Kolbe otrzymał święcenia kapłańskie z rąk kardynała wikariusza Rzymu Basilio Pompilja w rzymskim kościele S. Andrea delia Valle a następnego dnia  odprawił pierwszą Mszę świętą w kościele S. Andrea delie Fratte, gdzie Niepokalana objawiła się Al­fonsowi Ratisbonne’owi.

Tak sam wspomina to wydarzenie w liście do swojej mamy:

Do Marii Kolbe

N[iech] b[ędzie] p[ochwalony] J[ezus] Ch[rystus]

Najdroższa Mamo!

List Mamy z 11 sierpnia otrzymałem dnia 26 września w mieście Amelii, położonym o jakie 60 km na północ od Rzymu, gdzie przebywałem na wakacjach u Jego Ekscel[encji] ks. biskupa tamtejszego Bertiego, również franciszkanina. Trudno opisać wrażenie, jakie [na] mnie [a] zrobiła ta niespodzianka. Uważając zaś to wszystko jako dar Opatrzności Bożej przez Niepokalaną, na kolanach podziękowałem Jej za to i poleciłem Jej miłosierdziu niezmierzonemu wszystkich członków rodziny i każdego z osobna.

Był to dzień, w którym odprawiłem 152 Mszę św. Co do świeceń kapłańskich, przyszły one na mnie niespodziewanie. Dnia 9 kwietnia O. Rektor kazał mi przygotowywać się do egzaminów w Wikariacie na święcenia; ponieważ zaś święcenia miały się odbyć na Zielone Świątki (24 maja), chciałem złożyć egzaminy po dwóch tygodniach. Aż tu przychodzi wiadomość, że w Zielone Świątki nie będzie święceń (generalnych, ogólnych), a po Zielonych Świątkach wchodził w życie nowy kodeks prawa kościelnego, według którego nie można się wyświęcić po trzecim roku teologii, lecz trzeba czekać aż około końca czwartego roku teologii; ja zaś kończyłem trzeci rok. O. Rektor poszedł do kardynała Wikariusza Rzymu w tej sprawie. W sobotę (20 kwietnia) po południu O. Rektor zawołał mnie z innymi, którzy mieli się przygotować na święcenia i… powiedział, że za 8 dni będą święcenia. Nie spodziewałem się wcale, że tak prędko. Trzeba więc było zaraz rozpocząć rekolekcje skrócone przez dyspensę; a ja z innymi, co jeszcze nie złożyli egzaminów, miałem je złożyć podczas rekolekcji dnia 24 kwietnia.

28 rano po modlitwach porannych, wspólnie odmówionych w kaplicy, wyszedłem (z innymi mającymi się święcić), aby się przygotować, a około siódmej wyszliśmy z kolegium, kierując się do kościoła św. Andrzeja “della Valle”, gdzie miały się odbyć święcenia ogólne. Przyszedłszy do zakrystii ubrałem się w szaty diakońskie i odmawiałem z innymi modlitwy przygotowawcze do – pierwszej Mszy św. (bo doprawdy podczas święceń nowo wyświęceni odprawiają już Mszę świętą). Ustawiano nas potem w rząd po dwóch według święceń, które mieliśmy przyjąć, a było nas więcej niż stu z różnych zakonów i klerycy świeccy i z różnych narodowości; był nawet jeden Murzyn, co się święcił, a drugi również Murzyn usługiwał z innymi kardynałowi przy święceniach. – Jaki to piękny widok: wszyscy połączeni pomimo takich różnic węzłem religii katolickiej i miłości bratniej w Panu Jezusie. Wreszcie przyszedł J. Em. kardynał Wikariusz (Ojca świętego) Rzymu i zasiadł na krześle przygotowanym mu w środku zakrystii. My zaś ruszyliśmy w parach do obszernego prezbiterium, przed wielkim ołtarzem (ale ja zanadto się rozpisuję, inaczej nie skończę; a tu trzeba posłać list – cienki – jak mi powiedziała W[wielebna] M[atka] Przełożona PP. Nazaretanek, co list Mamy rekomendowany wysłała do kolegium, skąd posłano go do mnie do Amelii).

Najpierw odbyła się tonsura, święcenia mniejsze, subdiakonat, diakonat (bo na święceniach ogólnych zwykle wszystkie święcenia się udzielają); do święceń kapłańskich było nas może 20. Wreszcie wezwano po imieniu nas na środek z ławek i po litanii do Wszystkich Świętych, podczas której mający się święcić na subdiakonów, diakonów i księży leżeliśmy na ziemi, rozpoczęła się funkcja (obrzęd) święcenia. Po święceniu, przed podniesieniem, byliśmy już księżmi i razem z J. Em. kardynałem wymawialiśmy prócz innych modlitw Mszy świętej także słowa konsekracji.

Całą tę sprawę uznaję z wdzięcznością jako dar uproszony przez Niepokalaną naszą wspólną Matuchnę. – Ileż to razy w życiu, a szczególnie w ważniejszych jego przejściach, doznałem szczególnej Jej opieki. – Chwała zatem Sercu Przenajświętszemu Pana Jezusa przez Niepokalanie Poczętą, co jest narzędziem w ręku miłosierdzia Bożego do rozdawania łask. – Całą też mą ufność na przyszłość w Niej pokładam.

Co do mnie wiele by było do opowiadania; jeżeli Pan Bóg pozwoli, to opowiem to ustnie (jeżeli dożyję) [10]. – Tylko, jak to już wyżej wspomniałem, we wszystkim uznaję szczególną opiekę Niepokalanej Matuchny.

Co do Franusia, skąd jest trudność powrotu do Zakonu: z jego strony, czy też ze strony O[joćw] Przełożonych? Gdyby z jego strony nie było trudności, może by się dało zrobić, żeby wstąpił do naszego Zakonu, ale do innej prowincji. – Na razie tylko chciałbym wiedzieć, skąd pochodzi trudność i… módlmy się. Dla niego dołączam tu szczególny list; niech mu go Mama pośle (ale nie wiem, czy go przyjmą z powodu grubości listu, bo ma być “cienki”).

Wielką mi radość sprawiła wiadomość o naszym drogim br. Alfonsie. – Niech mu Pan Bóg i Niepokalana jak najwięcej błogosławi. – I do niego dołączam jeden liścik. – I te obydwa listy niech Mama przeczyta, na końcu tego do Franusia wspomniałem o sposobie, którym może można by całe zło naprawić.

Polecając się gorąco modlitwom Mamy, abym godnie odpowiedział tak wielkim łaskom i tak wysokiej godności

zawsze i szczerze kochający syn

o. Maksymilian M-a Kolbe (franciszkanin)

 

Nowe klasztory w Teresinie i Paprotni

Dekretami z 18 stycznia 2018 r. o. Wiesław Pyzio – prowincjał franciszkanów prowincji warszawskiej, ustanowił na terenie Gminy Teresin dwa nowe klasztory: bł. Męczenników z Niepokalanowa (Radio Niepokalanów) oraz św. Maksymiliana M. Kolbego w Ośrodku Rekolekcyjnym Rycerstwa Niepokalanej w Niepokalanowie Lasku.

Gwardianem klasztoru bł. Męczenników został o. Damian Karczmar – dyrektor Radia Niepokalanów, natomiast gwardianem klasztoru św. Maksymiliana M. Kolbego w Niepokalanowie Lasku – o. Michał Brzezicha, dotychczasowy przełożony tego domu.

Niepokalanowski klasztor został założony w 1927 r. przez św. Maksymiliana na terenie majątku księcia Jana Druckiego-Lubeckiego w miejscowości Paprotnia. Z biegiem lat klasztor rozrastał się i pod względem mieszkańców-zakonników, jak i nowych działów pracy, a wśród nich powstały budynki: radiowy Radia Niepokalanów i domu wypoczynkowego w Teresinie, nazwanego Niepokalanowem Laskiem.

Klasztor św. Maksymiliana M. Kolbego (Niepokalanów Lasek)

W 1939 r wybudowano dom, otoczony lasem, który słuzył braciom jako dom wypoczynkowy. Dla Rycerstwa Niepokalanej – według słów Założyciela św. Makstymiliana – był to “jeszcze jeden środek do osiągnięcia celu MI”. Ośrodek Formacyjny Rycerstwa Niepokalanej, popularnie zwany “Laskiem”, w latach 1999-2004, dzięki pomocy ludziom dobrej woli, został rozbudowany i nowocześnie wyposażony, a 17 czerwca 2004 r. poświęcił go kard. Józef Glemp, Prymas Polski. Dom ten jest przeznaczony do prowadzenia rekolekcji, dni skupienia, czuwań modlitewnych w duchu Rycerstwa Niepokalanej. Dysponuje dużą kaplicą, małą kaplicą i oratorium, pokojami 2,3 i 6-osobowymi, dużą i mniejszą salą konferencyjną, dwiema salami rekreacyjnymi, dużą i małą jadalnią. Ośrodek otoczony jest murem, obok domu na powierzchni ok. 4 ha znajduje się las, parking i dom gospodarczy.

Klasztor bł. Męczenników z Niepokalanowa (Radio Niepokalanów)

O uruchomieniu radia jako środka ewangelizacji, św. Maksymilian myślał od początku założenia Niepokalanowa. Pierwszą wyraźną wzmiankę, mówiącą o usiłowaniach zdobycia koncesji na radiostację, znajdujemy w jego liście z Japonii do Niepokalanowa, pisanym 10 września 1930 r. Po powrocie z Japonii w 1936 r. św. Maksymilian wznowił starania o uruchomienie Radia Niepokalanów. Długo nie mógł uzyskać pozwolenia. Jakieś nadzieje na uzyskanie koncesji i rozpoczęcie nadawania pojawiły się dopiero w 1938 r. To wtedy postawiono jednopiętrowy murowany budynek, przeznaczony na stację radiową. Zlokalizowano go z dala od pomieszczeń, w których hałasowały maszyny. Stamtąd 8 grudnia 1938 r. nadano pierwszą próbną audycję. Oficjalna nazwa radia brzmiała “SP 3 Radio Niepokalanów”, a jego sygnałem był fragment melodii pieśni Po górach dolinach. Audycje próbne zostały wyemitowane tylko dwa razy. Do samej wojny Niepokalanów nie uzyskał formalnej koncesji na regularne nadawanie audycji, choć do ich nadawania był gotowy, czego dowodem jest to, iż pod koniec grudnia 1938 r. św. Maksymilian ogłosił załącznik do Przepisów Ogólnych Niepokalanowa, że “w związku z powstaniem w Niepokalanowie nadawczej radiostacji, zostały utworzone dwa nowe działy radiowe: dział radiowy techniczny i dział programowy”. Dopiero w 1995 r. otwiera się nowa powojenna karta historii katolickiej rozgłośni.

Obecnie Radio Niepokalanów nadaje na obszarze dwóch województw: łódzkiego na 98,6 fm i mazowieckiego zachodniego na 102,7 fm. Można też słuchać go za pośrednictwem Internetu.

TM / red.

Życzenia O. Prowincjała na Boże Narodzenie

Jak co roku pochylamy się nad tajemnicą Narodzenia Pańskiego. Pragniemy tym samym objąć naszym sercem Nowonarodzone Dziecię, rozważamy czuwanie pasterzy, podziwiamy  przychodzących posłańców Bożych, którzy obwieszczają pokój ludziom dobrej woli. Kontemplacja Wcielenia Słowa napełniała dusze Świętych wielką słodyczą, a w momentach trudnych pocieszała i wzmacniała.

Święty Bonawentura z Bagnoregio, którego 800. rocznicę urodzin obchodzimy, zachęcał, abyśmy kontemplując narodzenie cielesne Jezusa Chrystusa z Maryi, sami duchowo rodzili Syna Bożego. A rodzi się On duchowo, gdy dusza ludzka boleje z powodu popełnionych grzechów i wyraża żal z powodu zaniedbanego dobra; gdy dusza jaśnieje i błyszczy cnotami, pouczając tym samym innych o dobru; gdy panuje nad każdą pożądliwością, pragnąc spełniać wszystko dla zbawienia swego, zbudowania bliźniego oraz dla Bożej chwały i czci (por. św. Bonawentura, Pięć świąt Dzieciątka Jezus II,2-3)

Życzę więc każdemu, aby karmił Dziecię Jezus świętymi medytacjami, kąpał w pobożnych i ciepłych strumieniach łez, owijał w pieluszki czystych pragnień, nosił w objęciach świętego umiłowania, całował często uczuciami pobożności, pielęgnował w wewnętrznym łonie umysłu (por. tamże). Niech ta Tajemnica dotknie nasze myśli i serce swą przemieniającą i odnawiającą mocą, przybliżając nas coraz bardziej do Źródła i Początku wszelkiego dobra, pokoju i radości, jakim jest Najsłodszy Jezus.

o. Wiesław Pyzio

Prowincjał